Polskie spółki kontrolowane przez francuski koncern Vivendi zakwestionowały decyzję wiedeńskiego Trybunału Arbitrażowego, w efekcie której Deutsche Telekom przejął kontrolę nad Polską Telefonią Cyfrową (ma 97 proc. udziałów).
W marcu ubiegłego roku DT oświadczył, że wykonuje opcję zakupu 48 proc. udziałów PTC, operatora sieci Era, od Elektrimu. Giełdowy konglomerat ostro wówczas zaprotestował i zaczął się tzw. trzeci spór arbitrażowy. Zakończył się w czerwcu tego roku. Wiedeńscy arbitrzy orzekli, że Niemcy skutecznie wykonali opcję. Dość długo jednak nic się nie działo. Przez kolejne dwa miesiące przedstawiciele Elektrimu zasiadali w radzie nadzorczej i zarządzie Ery. Tak było do 5 września, gdy większość foteli we władzach operatora obsadził niemiecki udziałowiec.
DT powołał się na opcję call. Elektrim potwierdził tę wersję, choć z opóźnieniem. Obie firmy informowały, że cena za udziały Ery dopiero zostanie uzgodniona.
Francuzi utrzymują, że to do nich należy 48 proc. udziałów PTC, operatora sieci Era, które DT przejął od Elektrimu. Dlatego 12 września jego firmy zależne: Elektrim Telekomunikacja, Elektrim Autoinvest i Carcom zaskarżyły wyrok, na podstawie którego DT przejął kontrolę nad Erą. Zwróciły się do Sądu Handlowego w Wiedniu o uchylenie decyzji arbitrażu. Nie podważają operacji samej w sobie ani słuszności decyzji Trybunału. Uważają, że sędziowie bezprawnie odmówili im głosu w prowadzonym postępowaniu.
Francuzi już raz jasno powiedzieli, że podejrzewają DT i Elektrim o zmowę. Przedstawiciele ET wskazują, że "Elek" zbyt łatwo zgodził się oddać papiery komórkowego operatora, skoro nie otrzymał za nie zapłaty. Nazwali ostatni arbitraż "fikcyjnym".