W BPH już widać efekty zakazu pożyczania we frankach szwajcarskich, wprowadzonego przez UniCredit w połowie lipca. Gdy w I półroczu średnia miesięczna sprzedaż kredytów hipotecznych wynosiła 419 mln zł, a w czerwcu było to nawet 580 mln zł, tak już w lipcu i sierpniu bankowi udało się pożyczyć miesięcznie ok. 380 mln zł. Byłoby jeszcze mniej, gdyby nie fakt, że bank wypłacał jeszcze w tym czasie pieniądze osobom zadłużającym się we frankach, których wnioski wpłynęły przed wejściem zakazu.
- Wprowadzona przez Włochów zmiana sprawiła, że zdecydowanie skorzystała bezpośrednia konkurencja BPH - Millennium, MultiBank czy mBank - wciąż otwarci na klientów zainteresowanych kredytami denominowanymi we frankach szwajcarskich - mówi Maciej Kossowski z Expandera.
BPH nie zamierza jednak łatwo oddać pola. Po tym jak kredyty złotowe hipoteczne stały się jego podstawową ofertą, zdaniem eksperta Expandera bank uczynił ją wyjątkowo atrakcyjną. A od poniedziałku BPH jeszcze poprawił swoją ofertę. Wydłużył maksymalny okres spłaty kredytów hipotecznych z 32,5 roku do 40 lat. Po trzech latach trwania kredytu umożliwia też jego wcześniejszą spłatę bez prowizji. - BPH ma obecnie jedną z ciekawszych ofert. Pożyczający 200 tys. zł bez wkładu własnego może liczyć na 0,75 proc. marży, podczas gdy w takich przypadkach rzadkością są marże niższe od 1 proc. (Nordea i Kredyt Bank mają po 0,9 proc.). Lepszej propozycji nie ma również Pekao - mówi Maciej Kossowski. - Ale cóż z tego, skoro Polacy nadal wolą zadłużać się we frankach szwajcarskich. Tę walutę wybiera zdecydowana większość naszych klientów - zaznacza analityk Expandera.