Emil Wąsacz, prezes Stalexportu - giełdowego dystrybutora stali i operatora autostrady A-4 Kraków-Katowice, wrócił wczoraj do pracy. W poniedziałek został zatrzymany przez CBŚ i zeznawał w gdańskiej prokuraturze. Postawiono mu zarzut niedopełnienia obowiązków, gdy kilka lat temu jako minister skarbu prywatyzował PZU.

Zdaniem E. Wąsacza, Stalexport nie ucierpi z powodu jego kłopotów oraz konieczności stawiania się przed organami ścigania. Prezes nie chce spekulować, czy jego pozycja w firmie jest zagrożona.

25 września rada nadzorcza Stalexportu spotka się na nadzwyczajnym posiedzeniu. Oceni, czy sytuacja, w jakiej znalazł się prezes, ma wpływ na sprawne zarządzanie spółką. Czy dojdzie do odwołania E. Wąsacza?

Największym akcjonariuszem Stalexportu jest włoska firma Autostrade (ma 21,7 proc. akcji). Do tej pory pozytywnie postrzegała prezesa, jednak po ostatnich wydarzeniach może zmienić zdanie. Włosi zamierzają inwestować w budowę autostrad w Polsce (część stalowa Stalexportu ma zostać sprzedana), dlatego konflikt z polskimi władzami nie leży w ich interesie. Drugi co do wielkości gracz w Stalexporcie - Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (ma 11,4 proc. akcji) - zarzuca zarządowi Stalexportu przekroczenie kompetencji przy sprzedaży akcji Włochom. Mimo zapowiedzi, NFOŚiGW nie zgłosił do porządku obrad RN punktu dotyczącego zmian w zarządzie. Zgodnie z harmonogramem, rada miała się spotkać dopiero 13 października. Autostrade ma w niej czterech członków. Fundusz - dwóch. Dwie osoby reprezentują banki. W nadzorze zasiada też jeden niezależny członek.