Rada nadzorcza Stalexportu, która spotkała się w poniedziałek wieczorem na nadzwyczajnym posiedzeniu, nie podjęła żadnych decyzji w sprawie prezesa Emila Wąsacza. Nadzorcy zebrali się, żeby omówić sytuację przedsiębiorstwa po zatrzymaniu prezesa w ubiegłym tygodniu. Przypomnijmy, że E. Wąsaczowi postawiono zarzuty w związku z rzekomymi nieprawidłowościami przy prywatyzacji PZU, kiedy był ministrem skarbu. Dziś i jutro prezesa będzie przesłuchiwać prokurator.
Rzetelnych informacji o ostatnich wydarzeniach potrzebowali przede wszystkim czterej przedstawiciele włoskiego koncernu Autostrade (ma 21,7 proc. akcji Stalexportu), którzy znali sprawę wyrywkowo, z doniesień prasowych. Rada wydała wczoraj lakoniczny komunikat, w którym powiadomiła, że "oceniła aktualną sytuację spółki". Posiedzenie będzie jednak kontynuowane 13 października. Zgodnie z treścią komunikatu, rada podejmie wtedy "odpowiednie działania". Czy oznacza to odwołanie prezesa? - Niewykluczone. Myślę, że jego odwołanie to już nie kwestia "czy", ale "kiedy"- mówi anonimowo jeden z członków rady. Mimo zapowiedzi, o odwołanie całego zarządu nie występował z wnioskiem Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (ma 11,4 proc. akcji Stalexportu).
Podczas spotkania poruszono też bieżące sprawy spółki. Włosi chcą jak najszybciej sprzedać część firmy zajmującą się handlem stalą oraz zwiększyć udziały w Stalexporcie do 50 proc. plus 1 walor. - Autostrade ma poważne plany związane z przedsiębiorstwem. Po sprzedaży części stalowej Włosi chcą uczynić Stalexport głównym graczem autostradowym w całej Europie Wschodniej - twierdzi nasz rozmówca.
Wczoraj Rzecznik Praw Obywatelskich powiedział, że "środek przymusu zastosowany wobec E. Wąsacza mógł być nieproporcjonalny do wagi czynu".