Po przeliczeniu 95 proc. głosów poparcie dla rządzących krajem socjalistów wynosiło 37,64 proc. Fidesz, który w parlamencie jest największą partią opozycyjną, zdobył w wyborach lokalnych 52,67 proc. głosów, co zapewniło mu zwycięstwo w 18 na 19 komitetów (odpowiednik polskich województw). Politycy z klubu Viktora Orbana zapewnili sobie również 19 z 23 stanowisk prezydentów w największych miastach. Partia Ferenca Gyurcsanya zdołała obsadzić fotel prezydenta Budapesztu. - Rezultat wyborów jest taki jak oczekiwano, co jest jednak marnym pocieszeniem - mówił Istvan Zsoldos, analityk z londyńskiego oddziału Goldmana Sachsa.
Rynek rozczarowany
- Wyborcy uważają, że socjaliści i Związek Wolnych Demokratów nie są w stanie rozwiązać kryzysu, w jakim znajduje się teraz państwo - cieszył się ze zwycięstwa Viktor Orban. Inwestorzy są jednak innego zdania. Krajowy pieniądz stracił wczoraj w stosunku do euro 0,8 proc. i za jednostkę wspólnej waluty trzeba było zapłacić aż 275,12 forintów. Indeks budapeszteńskiej giełdy obniżył się o 0,5 proc. W innych państwach regionu tendencja była dokładnie odwrotna. Umocniła się czeska korona, a na praskim parkiecie przeważały zwyżki. Podobnie było na GPW, gdzie WIG20 podskoczył o 0,4 proc., a złoty umocnił się w stosunku do euro o 0,2 proc.
Tym razem sytuacja na rynkach Europy Środkowej jest więc inna niż w tydzień temu, kiedy zamieszki na Węgrzech ciągnęły w dół wszystkie waluty regionu. - Czeski bank centralny podniósł stopy procentowe, więc korona się umacnia - tłumaczyli nam wczoraj analitycy z londyńskiego oddziału BNP Paribas. - Polska waluta z kolei traciła w ubiegłym tygodniu w stosunku do dolara w wyniku rozpadu koalicji i teraz zaczęła odrabiać straty.
Zaważyła taśma