Wczoraj w Ministerstwie Gospodarki spotkali się przedstawiciele resortu, Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa oraz operatora systemu gazociągów Gaz-System. Na zwołanej szybko przez Piotra Woźniaka naradzie zastanawiano się nad bezpieczeństwem dostaw błękitnego paliwa do Polski. Zgodnie z zapowiedziami ministra, wnioski z rozmów upubliczniono. - Na spotkaniu ustalono, że ciśnienie w punkcie odbioru gazu nie spadło. Jednocześnie stwierdzono, że PGNiG nie odbiera gazu od Ros-UkrEnergo. Nie było innych konkluzji - relacjonuje Aneta Marzec, rzecznik Gaz-Systemu.
W minionym tygodniu Ros-UkrEnergo, drugi największy dostawca krajowego monopolisty, wstrzymał przesył gazu przez punkt w Drozdowiczach. Jak zapewnia PGNiG, przerwa nie jest odczuwalna dla odbiorców firmy. - Zmniejszone dostawy rekompensujemy we własnym zakresie, np. wolniej napełniając magazyny, w których gromadzone są zapasy na zimę - wyjaśnia Tomasz Fill, rzecznik PGNiG. Uspokaja również minister gospodarki. - Kompensowanie przepływów do wymaganego poziomu nie jest specjalnie trudne, gdyż nie ma jeszcze zimy - zapewnia P. Woźniak. PGNiG z własnego wydobycia zaspokaja w około jednej trzeciej krajowe zapotrzebowanie gazu, szacowane na 14,5 mld metrów sześciennych. W lecie, gdy zużycie gazu jest mniejsze, część trafia do magazynów.
Z ustaleń "Parkietu" wynika, że zmniejszenie dostaw jest związane z trwającymi obecnie negocjacjami między PGNiG i RosUkrEnergo w sprawie przedłużenia obowiązującego do końca roku kontraktu na dostawy natychmiastowe (tzw. spotowe). Nieoficjalnie wiadomo, że do ustalenia została tylko jedna, ale za to kluczowa kwestia: cena gazu. PGNiG zamierza kupić w ramach nowego kontraktu ponad 2,5 mld metrów sześciennych paliwa.
Ostatnio zmniejszenie dostaw miało miejsce na początku roku. Wówczas ograniczenie stanowiło 14 proc. całości zużywanego w Polsce gazu.