Dziś rozpoczyna się przetarg na walory Naftne Industrije Srbije (NIS), największego serbskiego koncernu naftowego. Rząd chce sprzedać 25 proc. akcji i otrzymać za nie minimum 300 mln USD. W skład koncernu wchodzą NIS-Naftagas, NIS Petrol, NIS-TNG oraz NIS-Ugostiteljstvo i Turizam.
Władze chcą, aby koncern przeszedł w ręce inwestora jako całość, przeciwne są natomiast sprzedaży oddzielnych pakietów akcji poszczególnych spółek. Serbskie zakłady dysponują dwoma rafineriami o łącznych mocach produkcyjnych 167 tys. baryłek paliwa dziennie. Zwycięzca tego przetargu otrzyma następnie prawo do wykupu kolejnych 12,5 proc. walorów przedsiębiorstwa. Łącznie rząd chce sprzedać 49 proc. akcji. Cały koncern jest wyceniany jest na około 1,3 mld USD.
Czołówka regionu w kolejce po rafinerie
Chęć uczestnictwa w przetargu wyraziły wiodące koncerny regionu, m.in. austriacki OMV, węgierski MOL i rosyjski Łukoil. Nieoficjalne informacje wskazują, że udziałami NIS interesuje się również PKN Orlen. Jednak biuro prasowe spółki w piątek, na kilka godzin przed upływem terminu składania wniosków w serbskiej agencji prywatyzacyjnej, udzielało wymijających odpowiedzi. - PKN Orlen raczej nie będzie starał się o zakup udziałów NIS. Polski koncern potrzebuje obecnie środków na zakup rafinerii w Możejkach i wątpię, aby przystąpił do serbskiego przetargu - uważa Ludomir Zalewski, analityk paliwowy DM PKO BP.
Obecnie największe szanse na wygraną w przetargu, zdaniem ekspertów, ma Łukoil. Koncern już teraz ma trzy rafinerie w regionie: na Ukrainie, Rumunii i Bułgarii. - Spółka dywersyfikuje swój biznes i przenosi stopniowo punkt ciężkości z wydobycia na przetwórstwo surowca - stwierdził Michaił Zak, analityk Gazprombanku.