To zdanie wypowiedział ładnych kilka miesięcy temu największy akcjonariusz Elektrimu Zygmunt Solorz-Żak. W ten sposób odpowiedział na moje pytanie: "Dlaczego nie powie pan prawdy?". Chciałam wiedzieć, czy i na jakich warunkach akcje Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin mogą wrócić do Elektrimu. W pewnym momencie pakiet tych papierów zniknął w wehikule Embud, a tę firmę przejęły Inwestycje Polskie należące do mojego rozmówcy (rozmowy nie nagrałam).

Elektrim i właściciel Polsatu prowadzili wówczas batalię przynajmniej z dwoma wrogami: obligatariuszami i Elektrimem Telekomunikacja, wspieranym przez francuski koncern Vivendi. W ostatni piątek konflikt z pierwszym z nich został niemalże zażegnany. Elektrim spłacił sporą część długu wobec tzw. bondholderów. Czy teraz Solorz-Żak zdecyduje się odpowiedzieć na pytanie o PAK?

Wątpię. W końcu od tego, ile wart jest majątek Elektrimu zależy, jak dużo jeszcze spółka będzie musiała wypłacić obligatariuszom. Zgodnie z umową obligacji, jeśli jej majątek będzie wart ponad 160 mln euro, to powinna "odpalić" wierzycielom jeszcze 25 proc. nadwyżki ponad tę kwotę. Suma rośnie proporcjonalnie do wartości spółki. Już w momencie, gdy Elektrim zapowiedział, że dostanie od DT 604 mln euro, do kieszeni obligatariuszy mogłoby popłynąć dodatkowe kilkadziesiąt milionów złotych. Gdyby giełdowa firma miała PAK - ponad 85 mln zł. Wydaje się, że to drobiazg w porównaniu ze spłaconym właśnie długiem. Ale kto nie słyszał historii, krążących w Polsacie o właścicielu stacji i o tym jak liczy każdy grosz...