Kurs Elektrimu, spółki która w piątek obroniła się przed upadłością, po nagłych wzrostach w poniedziałek odreagował i spadł o 5,85 proc. Na konferencji zorganizowanej z okazji udanej obrony "Elka", przedstawiciele firmy mówili z jednej strony o zamknięciu sporu z obligatariuszami, z drugiej nie ukrywali, że czekają ich jeszcze długie procesy z Vivendi (koncern uważa, że przez Elektrim stracił 2,5 mld euro) i zależnym od francuskiego koncernu Elektrimem Telekomunikacja. Zarówno Piotr Nurowski, prezes Elektrimu, jak i Zygmunt Solorz-Źak, największy akcjonariusz firmy, twierdzili, że wyczerpały się możliwości polubownego zakończenia konfliktu z francuskim koncernem. Od efektów tych sporów ma zależeć wartość majątku Elektrimu, a więc i dodatkowa płatność, którą firma będzie musiała uiścić na rzecz obligatariuszy.
Ważne sprawy
Istotne będzie rozstrzygnięcie procesu, w którym Vivendi i ET podnoszą, że Elektrim nie zapłacił za udziały ET, które objął kilka lat temu. Konglomerat miał wówczas wnieść do firmy aport w postaci udziałów Polskiej Telefonii Cyfrowej, operatora sieci Era. Wygrana Francuzów może tu oznaczać, że giełdowa firma będzie musiała zapłacić im odszkodowanie.
Sytuacja "Elka" mogłaby zmienić się na gorsze, gdyby Sąd Najwyższy uchylił decyzję o uznaniu na terenie Polski kluczowego dla spółki wyroku z listopada 2004 r. Trybunał w Wiedniu stwierdził wówczas, że Elektrim jest właścicielem 48 proc. udziałów Ery. Tych samych, za które w ostatni czwartek dostał pierwszą część zapłaty od DT. Czy transakcja mogłaby zostać unieważniona? Według Z. Solorza-Żaka jest to mało prawdopodobne. Jako uza-
sadnienie podał korzystny dla "Elka" wyrok sądu powszechnego w Austrii w tej sprawie.