Złoto powoli wraca do łask inwestorów. W ciągu miesiąca ceny podskoczyły o prawie jedną dziesiątą i znalazły się na poziomie najwyższym od pierwszych dni września. Wczoraj za uncję złotego kruszcu na popołudniowym fiksingu w Londynie płacono po 620,75 dolara, czyli o ponad 3 USD więcej niż dzień wcześniej. Jeszcze tydzień temu notowania były poniżej psychologicznej bariery 600 USD.
Zwyżce cen sprzyjają nie najlepsze wyniki amerykańskiej gospodarki, której tempo wzrostu niespodziewanie zwolniło w III kwartale do 1,6 proc. Jak bumerang wróciły spekulacje dotyczące groźby "twardego lądowania". Większe prawdopodobieństwo zyskały też prognozy mówiące, że dolar wkrótce może zacząć się osłabiać w stosunku do innych walut. A notowania złota i amerykańskiej waluty, w której kruszec jest notowany, poruszają się zwykle w przeciwnych kierunkach. Stąd kruszec, traktowany jako najbezpieczniejsza z lokat, drożeje - tłumaczą analitycy.
Sporo o kondycji gospodarki USA mogą powiedzieć dzisiejsze dane dotyczące sytuacji na rynku pracy w październiku. Po tym, jak we wrześniu amerykańskie firmy stworzyły zaledwie 51 tys. etatów, teraz ekonomiści oczekują zwyżki średnio o 125 tys. nowych stanowisk pracy. O tym, że dane gospodarcze nabrały dla inwestorów z rynku złota kluczowego znaczenia, świadczy fakt, że znacznie osłabł związek cen kruszcu z notowaniami ropy naftowej. Ostatnio ropa "trzyma się" poziomu 60 dolarów za baryłkę, natomiast złoto idzie w górę. Zdaniem specjalistów z BNP Paribas, może wkrótce przekroczyć poziom 650 USD za uncję.