Od poniedziałku byli i obecni pracownicy PKO BP mogą handlować na giełdzie akcjami otrzymanymi przy okazji prywatyzacji największego krajowego banku. Chodzi o 48 tysięcy osób, które dostały 104,5 mln papierów wartych - według kursu z piątkowego zamknięcia - blisko 4,2 mld zł. W związku z uwolnieniem kursu inwestorzy i analitycy zadają sobie pytanie: jak szybko posiadacze pracowniczych papierów zechcą je spieniężyć? Jaki to będzie miało wpływ na notowania banku?

Analitycy są podzieleni. Jedni zwracają uwagę, że nawet jeśli stosunkowo niewielka grupa właścicieli walorów zdecyduje się je sprzedać w pierwszym możliwym momencie (czyli dziś), to podaż papierów PKO BP może okazać się znacznie wyższa niż "zwyczajowy" wolumen obrotu akcjami banku. Nie będzie to trudne, bo chętni do sprzedaży nie muszą nawet posiadać rachunku inwestycyjnego w domu maklerskim. Wystarczy, że przyjdą z dowodem osobistym do jednego z ponad tysiąca oddziałów banku (choć nie do każdej placówki).

Inni specjaliści wskazują jednak, że z punktu widzenia inwestorów duża podaż to okazja do "zbudowania pozycji" na akcjach jednego z najbardziej zyskownych graczy na naszym szybko rozwijającym się rynku bankowym.

Wypowiedzi inwestorów zdają się potwierdzać, że rację mają ci, którzy w akcjach pracowniczych widzą okazję. - Jesteśmy zainteresowani. Walory spółek finansowych w największej gospodarce Europy Wschodniej zawsze są interesujące - twierdzi cytowany przez Reutersa Mathias Siller, zarządzający w londyńskim Barings Asset Management. - Wszyscy oczekują, że to będzie dobra okazja do zwiększenia udziału PKO BP w portfelach - wtóruje mu Piotr Zarębski, zarządzający w PZU Asset Management. Takie opinie sprawiły, że walory PKO BP w piątek pierwszy raz od trzech miesięcy kosztowały 40 zł, po wzroście o 4,7 proc. - jednym z najwyższych w tym roku.