wartości. Złoto niewiele nam może pomóc, ale już srebro ma wpływ na kondycję
osłabionego spadkiem ceny miedzi KGH. Nie jest to oczywiście pełna
kompensacja, ale część strat jest w taki sposób obrobiona.
Już wiemy, że początek sesji w poniedziałek może być słaby. Czy jednak musi
to oznaczać kapitulację byków? Ostatni odczyt Wigometru zdaje się sugerować,
że oczekiwana jest przewaga podaży. Przyznam, że nie do końca się z tym
zgadzam. Wprawdzie na kolejną wielką falę hossy także nie liczę, ale na
razie nie widzę problemu w tym, by doszło do testu poziomu majowego szczytu,
a nawet jego lekkie poprawienie. Nie oznacza to jednak, że tryskam
optymizmem. Istnieje kilka przesłanek, by wyczekiwać głębszej korekty.
Większej niż miało to miejsce na koniec wiosny.
Rynek nie jest jeszcze w opłakanym stanie, choć oczywiście im dłużej trwa
hossa, tym większe obawy graczy co do terminu nadejścia trudniejszych
czasów. Spójrzmy na rynek w szerszej perspektywie - za pomocą wykresu
miesięcznego miesieczny.gif Okazuje się, że ostatnie dni nie wyrządziły
większych szkód i w tak dużej skali nadal przebywamy bardzo blisko poziomu
maksa z maja br. Cały czas możliwe jest zanotowanie nowych rekordów, choć są
czynniki, które mogą się nie spodobać. Jest to choćby zachowanie obrotu. Na
wykresie miesięcznym wyraźnie widać, że zmiany obrotu raczej nie
potwierdzają y, ale przecież nie jest to jeszcze
sygnał sprzedaży. Wskaźniki techniczne nie budzą jeszcze niepokoju.
"Jeszcze", bo dywergencje są oczywiście widoczne, choć także i tym razem
należy przypomnieć, że sama dywergencja nie jest sygnałem słabości rynku, a
jedynie może uwiarygodnić ewentualny przyszły sygnał.
Gdzie tych sygnałów szukać? Najprostszą odpowiedzią jest powiedzenie, że
sygnałem sprzedaży będzie przełamanie jakiegoś poziomu wsparcia. Taką
odpowiedź trudno uznać za przydatną, bo nadal nie wiemy, o jakie wsparcie
chodzi i dla kogo może być one przydatne. Jaki poziom jest istotny dla
graczy krótko-, a jaki dla średnioterminowych? Pozostaje też zastanowić się,
czy faktycznie czeka nas już tylko spadek cen i test tych wsparć, czy jednak
wcześniej nie nastąpi jeszcze jakaś zwyżka.
Zacznijmy od najkrótszego horyzontu inwestycyjnego Indeks.gif Kontrakty.gif
Piątkowy spadek cen sprowadził je na poziom zniesienia 38,2%. To pierwsze
zniesienie, którego wybronienie byłoby sygnałem siły rynku. Już wiadomo, że
to raczej nie nastąpi, gdyż notowania w poniedziałek prawdopodobnie
rozpoczną się nieco poniżej tego poziomu. Luka hossy na wykresie indeksu
została przymknięta, choć trudno tu mówić o definitywnym przełamaniu
wsparcia (na razie). Jest wielce prawdopodobne, że sprawa ta zostanie
rozstrzygnięta w poniedziałek. Niemniej to nie jest jeszcze wielka tragedia,
choć może skłonić co szybszych graczy do zamknięcia posiadanych długich
pozycji. O otwarciu krótkich mówić jeszcze nie można.
Fakt, że ostatni skok cen w górę był tak dynamiczny sprawia, że trudno jest
na jego bazie w tej chwili określić wiarygodny poziom w miarę bezpiecznego
wejścia na rynek po krótkiej stronie. Można się posługiwać zniesieniami, ale
w takiej sytuacji to jest jedynie loteria. Obecnie dobrym poziomem, który
powinien skusić graczy do gry na spadki jest dołek z początku listopada. Jak
pamiętamy, wtedy miało miejsce fałszywe zejście pod poziom 3100 pkt., które
już na następnej sesji zostało zanegowane. Ponowne pojawienie się cen tak
nisko i tym razem skuteczne przebicie wsparcia można będzie uznać za dobry
sygnał słabości rynku.
Rzućmy okiem na wykres dzienny.gif indeksu WIG20. Okazuje się, że ostatni
lokalny szczyt nie jest zupełnie przypadkowy. Nie znaczy to jednak, że ten
poziom jest jakoś szczególnie ważny. Znacznie ważniejszy pozostaje majowy
szczyt. Wykres ten przedstawia istotność poziomu dołka z początku listopada,
a także okolic kilku lokalnych dołków z okresu między lipcem, a
październikiem. Spadek cen pod poziom tych dołków byłby już sygnałem o
znaczeniu w dłuższym terminie (na przestrzeni kilku miesięcy). Widać to
wyraźnie na wykresie tygodniowym WIG20tyg.gif Wtedy spadek mógłby przybrać
znaczne rozmiary i mógłby rozciągnąć się w czasie. Prawdopodobnie ponownie
doszłoby do testu okolic 2500 pkt.
Powyższe wypadki miałyby miejsce, gdyby doszło do przebicia wsparć. Na razie
taki przebieg zdarzeń wydaje się mniej prawdopodobny. W tej chwili bardziej
prawdopodobny wydaje się test majowego szczytu. Może to wynik choćby ze
scenariusza wybicia w październiku. Dla jednych było ono wybiciem z
konsolidacji, a dla innych wyjściem górą z formacji trójkąta trojkat.gif .
Znając jego wysokość można próbować oszacować możliwy ruch cen. Mówię o
próbowaniu, bo zawsze jest to pewien rodzaj szacowania prawdopodobieństw.
Tak prognozowany wzrost cen osiągnąłby poziomy dziewicze. Inna sprawa, czy
kupującym udałoby się utrzymać rynek tak wysoko. Biorąc pod uwagę choćby
wspomniany wyżej wykres miesięczny można powątpiewać.
Podsumowując, nie podzielam powięcej zagrożeń niż szans. Bardzo ciekawie w tym kontekście wygląda na
sytuacja na amerykańskim rynku stóp procentowych. Ostatnio rentowność
obligacji 10-letnich zbliżyła się do 4,5% 10y.gif Jak widać, jest to
stosunkowo ważne wsparcie ze względu na łączenie się w tych okolicach dwóch
linii trendu. Raczej nie zapowiada się, by w najbliższym czasie rentowność
obligacji miała spaść poniżej tego poziomu. Nie mówię już o skoku w górę, a
takiego nie można przecież wykluczyć, co pokazał choćby październik. Takie
zachowanie amerykańskiego rynku długu spowoduje, że nie pojawią się
przesłanki do poważniejszego angażowania się inwestorów zagranicznych na
naszym rynku. Jak pokazują ostatnie dane, to nie oni byli motorem zwyżki na
warszawskim parkiecie. Jak uczy historia, daleko nie zajedziemy zasilając
rynek tylko rodzimym kapitałem.
Kamil Jaros
[email protected]