Jak wynika z nieoficjalnych informacji "Parkietu", Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo ustaliło już z RUE, drugim co do wielkości dostawcą gazu do Polski (po Gazpromie), wszystkie warunki nowego kontraktu (w tym kluczową kwestię: ceny). - Parafowano protokół ustaleń - dowiedzieliśmy się. Umowa nie jest jeszcze podpisana, gdyż najpierw polska spółka musi uzyskać akceptację jej warunków przez ministra Skarbu Państwa. Przedstawiciele PGNiG nie chcą komentować sprawy. Argumentują, że proces jest "w newralgicznym momencie". - Chcielibyśmy poinformować jeszcze w tym miesiącu. Z wynikami rozmów zapoznają się obecnie zarząd i rada nadzorcza - mówi Tomasz Fill, rzecznik prasowy PGNiG.
Cena, jaką PGNiG zapłaciło za sprzedawany przez RUE gaz z Azji Środkowej, podobnie jak w przypadku kontraktu jamalskiego, jest objęta tajemnicą handlową. Jednak od dłuższego czasu spekuluje się, że Polska zapłaci firmie należącej do Gazpromu nawet o 80 dolarów więcej niż bezpośrednio otrzymuje rosyjski gigant - ok. 300 dolarów za 1000 m sześc. Częściowo jest tak dlatego, że rosyjski gaz jest dostarczany na podstawie umów długoterminowych, których warunki są z reguły korzystniejsze dla kupujących. Natomiast RUE sprzedaje nam surowiec na podstawie umów krótkoterminowych, przy których cena jest wyższa.
Zdaniem pragnącej zachować anonimowość osoby zbliżonej do RUE, wyższa cena gazu z Azji to również efekt opóźnienia negocjacji. - Tak naprawdę poważne rozmowy rozpoczęły się dopiero po wyborze nowego zarządu, czyli nieco ponad kwartał przed upływem ważności obecnej umowy - mówi nasz rozmówca. - Wiadomo, że jak się zbliża zima, to gaz drożeje - dodaje. Obecnie obowiązujący kontrakt, zgodnie z którym RUE dostarcza Polsce 18 proc. rocznego zużycia gazu, wygasa 31 grudnia.
Wyniki zgodne
z oczekiwaniami