Podpisane właśnie umowy z Gazpromem i RosUkrEnergo są komentowane jako porażka PGNiG. Czy tak jest?
Dziwię się takiej ocenie. Powiedziałbym, że umowy z RosUkrEnergo (RUE) o dostawach gazu ziemnego w ilości 2,3 mld metrów sześciennych rocznie, począwszy od 1 stycznia 2007 r. do 1 stycznia 2010 r., czyli na trzy lata, ze stabilną ceną są olbrzymim sukcesem PGNiG. Tak naprawdę do momentu podpisania kontraktu, co nastąpiło w piątek, wcale nie było pewne, że od stycznia 2007 roku w ogóle będziemy otrzymywać 2,3 miliarda metrów sześciennych gazu rocznie.
Eksperci i specjaliści rynkowi zwracają uwagę, że negocjacje rozpoczęto zbyt późno, co spowodowało, że stanęliśmy pod murem, a w efekcie przepłacamy za gaz. Co Pan na to?
Jak mówi znane przysłowie "w tym największy jest ambaras, aby dwoje chciało naraz". My usiłowaliśmy podjąć negocjacje z RosUkrEnergo w sprawie dostaw gazu na 2007 rok bardzo wcześnie, bo już w pierwszej połowie 2006 r. Natomiast RUE konsekwentnie unikało konkretnych rozmów na ten temat, aż do drugiej połowy października. Więc to nie jest tak, że po stronie PGNiG były jakieś zaniedbania. Znam artykuły prasowe na ten temat, opinie zewnętrznych ekspertów i osób związanych kiedyś z PGNiG, bądź też z administracją rządową, która nadzorowała sektor gazowy. Dziwię się im dlatego, że ci wszyscy ludzie doskonale wiedzą, jak rozmawia się z Rosjanami na temat gazu.
Czy to prawda, że powiedziano Wam tak: jeżeli podpiszecie aneks do umowy jamalskiej z Gazpromem, to wtedy może RUE nadal będzie wam dostarczać gaz od przyszłego roku?