Postępowanie głównego właściciela w Zakładach Azotowych Puławy wywołuje wiele kontrowersji. Najpierw okazało się, że modyfikacja zapisów dotyczących wypłaty dywidendy pozbawi zysku pracowników, a do tego jest niezgodna z regulaminem warszawskiej giełdy i kodeksem dobrych praktyk.

Teraz pojawiają się wątpliwości co do przyczyn przegranej dotychczasowej szefowej spółki Małgorzaty Iwanejko w konkursie na prezesa. Można by powiedzieć, że takie zdarzenia nie są czymś nadzwyczajnym, gdy chodzi o pieniądze i wysokie stanowiska.

Podobne "spięcia" na linii główny właściciel-pracownicy lub akcjonariusze mniejszościowi można zaobserwować w różnych konfiguracjach w wielu krajach. Jednak w ostatnim czasie w Polsce zaistniała niemal cała seria podobnych konfliktów. Wystarczy przywołać przypadek Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, którego załoga od ponad roku domaga się przyznania akcji pracowniczych. Konflikt ogarnął też Zakłady Azotowe Tarnów-Mościce i Zakłady Azotowe Kędzierzyn oraz kopalnię węgla kamiennego Bogdanka. Ich przykład nie tylko potwierdza starą tezę, że "Skarb Państwa jest złym właścicielem". Sugeruje także, że państwo nie potrafi, we w miarę przejrzysty i bezkonfliktowy sposób, nie tylko zarządzać posiadanym majątkiem, ale też nawet się go pozbyć. Nie potrafi? A może nie chce?

Wygląda na to, że Ministerstwu Skarbu Państwa przyświecają zupełnie inne cele. Nie chodzi o prywatyzację, ale o zachowanie majątku i nie o zarządzanie, ale kontrolowanie.