W poprzednich trzech latach ostatni tydzień listopada był świetnym momentem na kupno akcji. Od tego czasu do końca grudnia WIG20 notował za każdym razem silną zwyżkę. Wczorajszy wyskok indeksów zdaje się potwierdzać tę prawidłowość - przynajmniej na razie. Szanse na atak WIG20 na majowy szczyt (3348 pkt) pozostają realne. Z jednej strony pozostają w mocy czynniki które przemawiają za zwyżką indeksu blue chips (hossa na szerokim rynku, szybki powrót rynku amerykańskiego do formy po krótkotrwałej korekcie). Z drugiej strony nieco osłabły czynniki, które powstrzymywały tę zwyżkę - a więc przede wszystkim dekoniunktura na rynku surowców i spadek notowań KGHM i Orlenu.

Dość optymistycznie wygląda zwłaszcza wykres Orlenu. Wczoraj jego kurs poszybował o 4,3 proc., do poziomu najwyższego od początku września. Wygląda na to, że utrwala się trend wzrostowy narodzony na początku listopada po publikacji lepszych od oczekiwań wyników finansowych. Są ku temu zresztą pewne przesłanki fundamentalne. Pozytywny dla Orlenu sygnał dotarł z rynku ropy naftowej. Jej cena w Londynie ustanowiła wczoraj dwumiesięczne maksimum (ponad 62 USD za baryłkę). To może być wstępny sygnał wybicia z konsolidacji, w jakiej notowania surowca utrzymywały się od końca września. Z punktu widzenia tendencji sezonowych nie jest to szczególnie zaskakujące zjawisko, gdyż w ubiegłych dwóch latach dołek przypadł również na listopad lub wczesny grudzień. Być może zatem tradycyjna jesienna obniżka cen ropy dobiegła końca.

Zdecydowanie słabiej wyglądają natomiast notowania miedzi i KGHM. Czerwony metal nadal kosztuje mniej niż 7 tys. USD za tonę. To oznacza, że jego notowania nie zdołały anulować negatywnego sygnału jakim było niedawne wybicie w dół z trzymiesięcznej konsolidacji. Roczna dynamika cen miedzi spadła właśnie poniżej 70 proc. z ponad 170 proc. w maju. Podobnie wczorajsza silna zwyżka kursu KGHM nie stanowi jeszcze żadnego przełomu. Do listopadowego maksimum (110,1 zł) jest wciąż dość daleko, nie mówiąc już o szczycie z października (119 zł).