Po informacji o porozumieniu ze związkami zawodowymi kurs TP wzrósł wczoraj o 1,9 proc. (o 0,45 zł), do 24,1 zł. "Wstępne porozumienie zarządu Telekomunikacji Polskiej i organizacji związkowych jest zgodne z naszymi oczekiwaniami" - uważa Krzysztof Kaczmarczyk, analityk DB Securities. Według niego, program zakładający dobrowolne odejście 5,7 tys. pracowników i podwyżki płac rzędu 3 proc. w 2007 roku będą korzystne dla TP. W niedawno opublikowanym raporcie K. Kaczmarczyk pisał, że redukcja zatrudnienia o 5 tys. osób zniwelowałaby przepaść, jaka dzieli TP od zachodnioeuropejskich operatorów, jeśli chodzi o efektywność.

TP czeka jeszcze na akceptację warunków porozumienia przez niektóre organizacje związkowe. Zdaniem analityka DB Securities, jeśli do tego dojdzie, umowa będzie miała pozytywny wpływ na zyski i wycenę akcji TP w długim terminie.

Zmniejszenie liczby pracowników średnio o 6 proc. co roku da w latach 2007-2009 odpowiednio: 50 mln zł, 200 mln zł i 250 mln zł oszczędności. Jeśli po roku 2009 r. TP nie będzie zmniejszała zatrudnienia, a podwyżki płac nie będą rosły o więcej niż 1,5 proc. rocznie, wypracowany program odejść podniesie wycenę jednej akcji TP o 1,3 zł, a całej firmy o 1,9 mld zł - szacuje analityk (już wczoraj kurs walorów zyskał 2,2 proc., czyli 0,52 zł). Wyliczenia stracą aktualność, jeśli TP zdecyduje się wypłacić dywidendę większą niż dotychczas proponowane 1,3 zł na akcję, albo płace w grupie będą rosły szybciej.

Wcześniej wyniki TP może obniżyć dodatkowa rezerwa. Według DB Securities, TP utworzy w IV kwartale odpis rzędu 300-350 mln zł, co spowoduje, że zysk grupy będzie niższy o 45 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2005 r. i wyniesie 250 mln zł.

Paweł Puchalski, analityk DM BZ WBK, sądzi, że jednorazowy odpis sięgnie około 230 mln zł. - Spodziewam się, że odejście wszystkich osób objętych programem oznacza dodatkowe 2-3 zł na akcję, w zależności od tempa zwolnień - sądzi. Według niego, poniedziałkowa informacja to pozytywne zaskoczenie dla rynku, bo zarząd TP, od 6 listopada kierowany przez Macieja Wituckiego, nie wyrażał jasno chęci dalszej redukcji zatrudnienia.