Polscy inwestorzy, którzy chcieliby ulokować swój kapitał w spółkach z branży windykacyjnej (skądinąd zdecydowanie obiecującej) muszą wciąż czekać. Czas na tego typu firmy na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie jeszcze nie nadszedł. Na razie wybór jest bardzo skromny.
Cash Flow
- tylko początek udany
W gronie ponad 30 tegorocznych debiutantów Cash Flow wypada najsłabiej. Po kwietniowej ofercie publicznej, w której spółka sprzedała 2,5 mln akcji po 8 zł, prawa do walorów serii C zadebiutowały w połowie maja. Pierwszą sesję na warszawskiej giełdzie zakończyła na poziomie 10,4 zł. Dwudniowa hossa wyniosła jeszcze kurs do 15,55 zł, ale później było już coraz słabiej. Niecały miesiąc po debiucie za papiery Cash Flow płacono już tylko 5,35 zł. Kiedy 21 lipca prawa do akcji zastąpił akcje, ich cena podskoczyła do 5,9 zł. Cenę emisyjną udało się ponownie przekroczyć dopiero pod koniec 2006 r.
èródłem problemów spółki nie są - jak to bywa najczęściej w podobnych przypadkach - słabe wyniki finansowe. Po opublikowaniu ostatniego raportu kwartalne roczne przychody urosły do 32,2 mln zł, zysk operacyjny osiągnął 3,6 mln zł, natomiast zysk netto sięgnął 2,5 mln zł. W porównaniu ze stanem na koniec 2005 r. oznacza to wzrost odpowiednio o 69 proc., 97 proc. oraz 94 proc. Wyniki powinny więc sprzyjać wzrostowi kursu. Powodem kłopotów śląskiego windykatora jest ryzyko sankcji karnych dla prezesa zarządu Cash Flow Igora Kazimierskiego oraz dwóch członków rady nadzorczej spółki (Adama Kazimierskiego i Michała Pastuszki), związanych ze sprawą Monotchemu. Przypomnijmy, jak napisał "Puls Biznesu", ci trzej panowie mieli działać na szkodę tej spółki, wyprowadzając z niej co najmniej kilka milionów złotych. Prokuratura bada tź sprawź. Atmosferę wokół Cash Flow psuje także inna sprawa: są podejrzenia, że prospekt emisyjny firmy nie został sporządzony wystarczająco rzetelnie.