Reklama

Bangkok i Azja w górę po szoku

Po 15-proc. spadku we wtorek, w środę indeks giełdy tajlandzkiej zyskał 11 proc. Lepiej też było w całym regionie

Publikacja: 21.12.2006 07:18

Inwestorzy wrócili na giełdę w Bangkoku, ale nie oznacza to, iż w dłuższej perspektywie zaufają tajlandzkim władzom, które wystawiły ich na ciężką próbę.

W poniedziałek Bank Tajlandii ogłosił, że wprowadza mechanizmy zmierzające do zahamowania napływu kapitału spekulacyjnego z zagranicy, który windował kurs bahta, miejscowej waluty. Ta aprecjacja biła po kieszeni eksporterów, bo w przeliczeniu na bahty ich dochody spadały.

Zgodnie z zarządzeniem banku centralnego, inwestorzy zagraniczni mogą obracać w Tajlandii tylko 70 proc. przetransferowanych pieniędzy. Reszta trzymana jest w rezerwie na kontach bankowych. Całą kwotę mogą wycofać z tego kraju dopiero po upływie roku, a jeśli uczynią to wcześniej, zapłacą karę w wysokości jednej trzeciej 30-proc. rezerwy. Te restrykcje początkowo nie dotyczyły bezpośrednich inwestycji i transakcji dokonywanych w ramach wymiany towarowej.

Kosztowna decyzja

We wtorek władze Tajlandii mogły się przekonać o skuteczności tego mechanizmu zabezpieczającego przed napływem gorącego pieniądza spekulacyjnego. Na giełdzie doszło do gwałtownej wyprzedaży akcji, a SET, główny indeks, podczas sesji tracił nawet 19,5 proc. Ostatecznie notowania zakończyły się 15-proc. spadkiem. Bank centralny łatwo mógł ocenić koszty decyzji o kontroli przepływu kapitału, gdyż kapitalizacja giełdy w Bangkoku zmniejszyła się o 23 mld USD.

Reklama
Reklama

Pięć lat do tyłu

Wczoraj większa część strat została odrobiona, o czym świadczył 11-proc. wzrost głównego wskaźnika giełdy. We wtorek wieczorem decydenci otrzeźwieli i ograniczyli zasięg restrykcji ocenianych jako drakońskie.

Tym razem do akcji wkroczyło ministerstwo finansów. Dzięki niemu wprowadzone w poniedziałek restrykcje na giełdzie miały krótki żywot. Obowiązywały tylko we wtorek. Utrzymane jednak zostały odnośnie do innych inwestycji, jak obligacje czy nieruchomości. - To nie może naprawić szkód wyrządzonych w ciągu jednego historycznego dnia - oceniał wczoraj parlamentarzysta Korn Chatikavanij, były szef tajlandzkiego oddziału amerykańskiego banku JP Morgan Chase. Niektórzy specjaliści uważają, że Tajlandia, gdzie rządzi gabinet popierany przez wojsko, cofnęła się o co najmniej pięć lat.

Inne rynki azjatyckie cieszą się dobrą opinią u zarządzających funduszami, dlatego Tom Murphy z Deutsche Banku w australijskim Sydney spodziewa się dalszego napływu kapitału. Ważne dla inwestorów jest też zapewnienie, że władze innych krajów regionu nie zamierzają wprowadzać mechanizmów wzorowanych na tajlandzkich, chociaż mają podobne problemy związane ze wzrostem kursów walut. - Dwa razy się zastanowią, zanim to uczynią - powiedział Mark Mobius, szef Templeton Asset Management. Bloomberg, Reuters

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama