Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, kontrolujący 11,4 proc. akcji Stalexportu, wstrzymał się od głosu w sprawie uchwały o nowej emisji skierowanej do inwestora strategicznego - rzymskiej firmy Autostrade. Włosi chcą objąć 89,5 mln akcji serii G i tym samym zwiększyć zaangażowanie z 21,7 do 50 proc. plus jeden walor. Uchwała wymagała zgody 80 proc. głosów obecnych na NWZA.
NFOŚiGW postanowił zaczekać na raport firmy audytorskiej Ernst & Young, która ma "prześwietlić", w jaki sposób zarząd Stalexportu wyłonił włoską firmę jako inwestora strategicznego. Solą w oku funduszu jest przede wszystkim cena, jaką Autostrade ma zapłacić za nowe akcje. To 2 zł - niezależnie od kursu giełdowego (wczoraj papiery kosztowały 3,7 zł). Raport spodziewany jest w lutym.
Wczorajsze NWZA było kontynuacją posiedzenia sprzed siedmiu dni. Wtedy NFOŚiGW oraz inny duży akcjonariusz Stalexportu PKO BP (ma 5,6 proc.) chciały, żeby Włosi zapłacili wyższą cenę. Jedną z propozycji była kwota 2,24 zł (po tyle latem obejmowały akcje banki wierzyciele Stalexportu). - Nieuzasadnione, wygórowane, niesprawiedliwe i bezpodstawne żądania nie będą przez nas rozpatrywane - stwierdził wczoraj przed NWZA Dario Cipriani, przedstawiciel Autostrade w radzie nadzorczej Stalexportu.
"Weto" funduszu może rodzić obawy, że inwestor strategiczny wycofa się z inwestycji w katowicką spółkę. Galliano Di Marco, dyrektor do spraw rozwoju korporacyjnego Autostrade oraz przewodniczący rady nadzorczej Stalexportu, zapewnił jednak w porannej rozmowie z "Parkietem", że niezależnie od wyniku głosowania walnego zgromadzenia włoska firma nie zamierza wychodzić ze Stalexportu, tylko będzie realizować strategię.
Do zamknięcia tego wydania "Parkietu" nie było wiadomo, jakich zmian w dziewięcioosobowej radzie nadzorczej dokonał włoski inwestor. Jak donosiliśmy wcześniej, planował pozbyć się z nadzoru dwóch przedstawicieli NFOŚiGW (Autostrade ma ich czterech).