Wczorajsza sesja rozpoczęła skrócony tydzień notowań w czasie którego rewelacji raczej nie należało oczekiwać. Znaczenie tych dni jest mniejsze ze względu na kilka czynników. Po pierwsze dlatego, że spora część inwestorów zrobiła sobie wolne i wydłużyła święta, aż do Nowego Roku. Dotyczy to głównie inwestorów indywidualnych. Instytucje nie śpią i tu zawsze ktoś czuwa, by bronić interesu (nie musi się to ujawniać strumieniem wielkich zleceń). Tym bardziej teraz. I to jest drugi z powodów. Ostatnie dni w roku to okres upiększania wyników i dbania o wartość jednostek uczestnictwa.
Co można powiedzieć o wzroście zrobionym przy obrocie 400 mln złotych? Owszem, to dobry sposób na podniesienie wycen akcji. Dzięki temu stopy zwrotu portfeli funduszy będą wyższe, a tym samym wyższe będą premie zarządzających. Pytanie, czy taki wzrost można uznać za wiarygodny pod względem możliwości oceny rynku. Tu mamy już problem, gdyż wczoraj wystarczyło niespełna 200 mln złotych, a faktycznie jeszcze mniej, bo przecież chodziło jedynie o zainicjowanie ruchu, by sesja zakończyła się sporym wzrostem.
W efekcie wczorajszych wahań mamy spore plusy w kolumnie podającej zmianę wartości indeksu czy poszczególnych spółek.
Posiadacze akcji tych spółek oraz posiadacze długich pozycji na rynku terminowym mogą być z sesji zadowoleni, choć trzeba pamiętać, że powód do tego zadowolenia może szybko wyparować. Z technicznego punktu widzenia wczorajsza zwyżka ma znacznie mniejsze znaczenie. Udało się wrócić w okolice konsolidacji z poprzednich dni, ale na razie ceny nie wyszły zdecydowanie nad jej poziom.
Piątkowy spadek cen sprawił, że można było podjąć decyzję