Nie ma większych wątpliwości, że na amerykańskim rynku akcji utrzymują się średnioterminowe trendy wzrostowe. Pewien zastój w ostatnich tygodniach można traktować raczej jako zadyszkę indeksów niż zagrożenie. Większych powodów do niepokoju nie widać zwłaszcza w przypadku S&P 500. Byki nie dopuszczają, by indeks ten zbytnio oddalił się od szczytów. Straty z poprzedniego tygodnia zostały odrobione w ciągu dwóch dni. W przypadku technologicznego Nasdaqa Composite sytuacja jest bardziej złożona. Indeks ten szczyt ustanowił bowiem jeszcze w końcu listopada. Powstająca od tego czasu formacja przypomina niewielką flagę. Zgodnie z kierunkiem średnioterminowego trendu wybicie powinno nastąpić w górę.
Podobne pozytywne tendencje utrzymują się na rynkach wschodzących. Indeks MSCI Emerging Markets wzbija się na nowe szczyty hossy. Siłą napędową są zwłaszcza rynki w Ameryce Południowej. Przykładowo: brazylijska Bovespa zbliża się do poziomu 45 tys. pkt.
Majowy szczyt wypadł dla porównania na wysokości niespełna
42 tys. pkt. Półroczne tempo zwyżki indeksu przekroczyło 30 proc. Przed majowym krachem było bliskie 60 proc.
Nastroje poprawiają się także w naszym regionie. Z upadku podniósł się nawet węgierski BUX, który na jesieni należał do najbardziej "ociągających się" indeksów na rynkach wschodzących. Konsekwencją tego jest fakt, że BUX wciąż jeszcze nie pokonał majowego szczytu. Niezmiennie słabo wygląda natomiast rynek turecki. Można mieć wątpliwości, czy tamtejszy indeks ISE 100 w ogóle znajduje się w trendzie wzrostowym, skoro tylko nieznacznie oddalił się od poziomów z połowy sierpnia czy września. Do majowego szczytu brakuje mu ponad 20 proc., i nic nie zapowiada, by indeks szybko zabrał się za odrabianie strat. Być może jednak w którymś momencie zastój na rynku tureckim okaże się jego atutem - o ile wyceny tamtejszych spółek będą atrakcyjne w porównaniu z innymi emerging markets.