Przejście Sławomira Skrzypka do NBP z PKO BP mocno skomplikuje sytuację w zarządzie tego ostatniego banku. Dlaczego? Rezygnacja Skrzypka oznacza, że zarząd będzie zaledwie czteroosobowy (statut banku przewiduje, że może on liczyć do ośmiu osób). Tymczasem członkowie zarządu muszą podzielić między siebie kilkanaście różnych pionów. W tym tak obszernych, jak działalność na rynku detalicznym, za którą od kilku lat odpowiada wiceprezes Jacek Obłękowski (to jedyny pion, którym się zajmuje). Odejście Skrzypka spowoduje dodatkowe komplikacje, ale w rzeczywistości podział obowiązków w zarządzie staje się coraz trudniejszy już od kilku tygodni.
Powód? W tym czasie z zarządu odeszło kilka osób, których następców dotychczas nie znalazła rada nadzorcza. Najpierw - w związku z zarzutami o podanie nieprawdy w oświadczeniu lustracyjnym - zdecydował się na to wiceprezes Jarosław Myjak. Z końcem 2006 r. zrezygnowali zastępca prezesa Kazimierz Małecki i wiceprezes Danuta Demianiuk. W efekcie zarząd liczył tylko pięć osób.
Najwyraźniej już po takim "odchudzeniu" pojawiły się pewne problemy z podziałem obowiązków. Sławomir Skrzypek, p.o. prezesa, dopiero po Nowym Roku rozdysponował obowiązki między tych ludzi, którzy pozostali w zarządzie. Efekt? Samemu Skrzypkowi oprócz nadzorowania "obszarów" prezesa oraz rynku korporacyjnego doszły piony: kapitałowy, strategii i planowania. P.o. prezesa oddał natomiast piony usług i inwestycji kapitałowych.
Usługi (czyli logistyka) trafiły do Wojciecha Kwiatkowskiego, który wcześniej nie odpowiadał w zarządzie za nadzorowanie żadnego obszaru. Teraz miał pod sobą także pion skarbu oraz współpracy z Pocztą Polską. Odpowiedzialny za inwestycje został Rafał Juszczak, wcześniej nadzorujący obszar informatyki i bezpieczeństwa. Z kolei Zdzisławowi Sokalowi do rachunkowości i rozliczeń dodano pion ryzyka i windykacji.
Po rezygnacji Sławomira Skrzypka pozostanie pięć pionów, dla których trzeba będzie znaleźć szefa. Możliwe, że do podziału będzie więcej - jeśli na odejście zdecyduje się wiceprezes Jacek Obłękowski (o tym, że ma on zamiar zrezygnować, nieoficjalnie mówiono już od pewnego czasu; w ubiegłym tygodniu głośno powiedział o tym Jerzy Osiatyński, członek rady nadzorczej).