Ten rok będzie trzecim z kolei, kiedy rządowi francuskiemu uda się utrzymać deficyt budżetowy poniżej dopuszczalnego poziomu 3 proc. produktu krajowego brutto. Szefowie resortów finansów państw Unii Europejskiej z tego powodu zdecydowali o zakończeniu procedury przewidzianej w przypadku zbyt wysokiego deficytu, podjętej cztery lata temu.
Francuski minister finansów Thierry Breton powiedział, że jest to "bardzo dobra wiadomość". W tym roku spodziewa się 2,5-proc. dziury w budżecie. Według jego oceny, ubiegły rok zamknięto wynikiem lepszym niż szacowane przez Komisję Europejską (KE) 2,7 proc. PKB. Szef resortu finansów braki w kasie państwa w 2006 r. ocenia na 2,6 proc.
KE, organ wykonawczy Unii Europejskiej, przewiduje, że Francji w tym roku zabraknie równowartości 2,6 proc. PKB, a w przyszłym będzie to 2,2 proc.
Komisja nalega, aby rząd Francji nadal redukował wydatki celem osiągnięcia równowagi finansowej. Ten cel, a także sprowadzenie długu publicznego poniżej 60 proc. PKB, trzecia gospodarka Unii Europejskiej powinna zrealizować do 2010 r. Najwyższy poziom długu Francja miała w 2005 r., kiedy wskaźnik ten osiągnął 66,6 proc. produktu krajowego brutto. W tym roku udział długu w PKB powinien obniżyć się do 63,9 proc., a w 2008 r. KE oczekuje 63,3 proc. Komisja ocenia, że w najbliższych latach zagrożenie dla francuskich finansów publicznych jest średnie.
Minister Breton zamierza poprawić kondycję budżetu dzięki redukcji zatrudnienia w administracji państwowej o 15 tys. etatów. Liczy także, że na skutek szybszego tempa rozwoju gospodarki wzrosną wpływy z podatków. Sytuacja może się zmienić po wyborach prezydenckich w maju. Nicolas Sarkozy, kandydat rządzącej UMP (Unia na rzecz Ruchu Ludowego), obiecuje cięcia w podatkach, natomiast jego socjalistyczna konkurentka Segolene Royal kusi elektrorat wzrostem wydatków z budżetu i ulgami.