Aż 28,4 proc. straciły w piątek akcje Toory Poland, polsko-włoskiego producenta felg i grzejników aluminiowych. Pod koniec dnia kosztowały 15,25 zł i były najtańsze od debiutu giełdowego pod koniec 2005 r. Wyprzedaż wywołał komunikat spółki, w którym ostrzegła o drastycznej obniżce prognozowanych tegorocznych przychodów. Firma podała, że jej sprzedaż wyniesie zaledwie 293 mln zł, zamiast 430 mln zł zapowiadanych wcześniej. To ponad 30 proc. mniej niż pierwotna prognoza i o 1 proc. poniżej zeszłorocznych przychodów.
Okoliczności łagodzące?
Toora tłumaczy się, że musiała obniżyć prognozy z powodu spadku zamówień na felgi samochodowe. Firma nie wyjaśnia jednoznacznie, czy niższa sprzedaż to efekt rezygnacji z usług spółki przez jednego z dużych klientów ze względu na problemy jakościowe z jej produktami, czy niedotrzymywania terminów dostaw.
Francesco Taglietti, p. o. prezesa, podaje jedynie, że firma ma problemy z uruchamianiem kolejnych linii produkcyjnych w zakładzie w Nisku. Toora jest w trakcie rozbudowy tej fabryki i przenoszenia działalności z Włoch. Firma ma też opóźnienia w uzyskiwaniu homologacji na dostawy swoich wyrobów do producentów podzespołów samochodowych.
Gorsze wyniki Toory będą widoczne już w najbliższym raporcie kwartalnym. - Niższa od zakładanej sprzedaż będzie miała negatywny wpływ na wyniki finansowe w II kwartale - przyznaje Taglietti. Zastrzega, że mimo trudnej sytuacji firma nie planuje zwolnień grupowych. Chce przesunąć osoby zajmujące się produkcją felg do działów wytwarzających grzejniki i podzespoły samochodowe. Jednocześnie Toora wstrzyma nabór nowych osób.