Reklama

Chemicy walczą o tańszy gaz

To, że Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo nie podniesie w ostatnim kwartale tego roku cen gazu ziemnego, już polskim firmom chemicznym nie wystarcza. Rozpoczęły starania o to, by płacić za ten surowiec mniej niż dotychczas

Publikacja: 29.08.2007 10:02

Ceny gazu ziemnego na światowych giełdach idą w ślad za cenami ropy naftowej. Można się więc spodziewać, że w najbliższym czasie gaz podrożeje. Mimo to koncern PGNiG, który od początku tego roku nie zmienił swych cen, nie wystąpił do Urzędu Regulacji Energetyki o możliwość wprowadzenia podwyżki w IV kwartale tego roku. Dla niektórych taka decyzja krajowego monopolisty mogła być zaskoczeniem. Szczególnie że dotychczas jego przedstawiciele narzekali, że spółka traci, ponieważ URE nie zgadza się na podwyżki taryf.

Dziwna decyzja PGNiG?

Jeśli jednak spojrzy się na problem od innej strony, postawę PGNiG można zrozumieć. Otóż na przełomie tego i przyszłego roku planowana była sprzedaż poprzez giełdę co najmniej dwóch dużych firm chemicznych. Pierwsza z nich to państwowe, na razie, Zakłady Azotowe w Tarnowie-Mościcach, druga zaś - należąca w prawie 84,8 proc. do Orlenu firma Anwil Włocławek. Przypomnijmy, że MSP ma w płockim koncernie 27,5 proc. akcji i prawie 5,6-proc. pakiet akcji w samym Anwilu.

Jednym z podstawowych surowców używanych przy produkcji chemicznej, zwłaszcza produkcji nawozów azotowych, jest właśnie gaz ziemny. Podniesienie jego cen pod koniec roku z całą pewnością odbiłoby się negatywnie na wynikach tych spółek w ostatnim kwartale. Miałoby to kolosalne znaczenie dla wyceny przyszłych debiutantów, szczególnie że coraz wyraźniej widać, że ich wejście na GPW nastąpi nie w tym, ale najpewniej dopiero na początku przyszłego roku. Ostatnia decyzja kontrolowanego w prawie 85 proc. przez Skarb Państwa PGNiG staje się bardziej wytłumaczalna.

Wielcy chemiczni klienci

Reklama
Reklama

Zarówno dla ZAT-u, jak i dla Anwilu, a także dla każdego innego znaczącego odbiorcy gazu ziemnego z PGNiG, obniżka taryf byłaby bardzo na rękę. Wiedzą o tym doskonale zarządy dwóch innych sprywatyzowanych już spółek chemicznych notowanych na warszawskiej giełdzie, czyli Zakładów Chemicznych Police oraz Zakładów Azotowych Puławy. Pierwsze z tych przedsiębiorstw przerabia co najmniej 550 mln metrów sześc. gazu ziemnego rocznie, co czyni je drugim co do wielkości klientem PGNiG. Spółkę wyprzedzają pod tym względem jedynie puławskie zakłady, które zużywają co roku około 900 mln metrów sześc. gazu. Nic więc dziwnego, że obie te firmy od dłuższego już czasu starają się rozmawiać z dostawcą o zastąpieniu dotychczasowych warunków zakupu długoterminowymi umowami. Te uchroniłyby je przed częstymi wahaniami cen.

- Po pierwsze, jeśli się już porozumiemy z PGNiG, to na pewno podpiszemy kontrakt na czas nie krótszy niż pięć lat - mówi prezes Polic Ryszard Siwiec. - Po drugie, jeżeli podpiszemy taki kontrakt, to określimy w nim taką formułę cenową, żebyśmy zawsze płacili za gaz mniej niż inni odbiorcy - dodaje.

Różne karty przetargowe

Czy zachodniopomorskiej spółce się to uda, trudno na razie powiedzieć. Rozmowy z całą pewnością nie należą do łatwych ani do szybkich. Przypomnijmy, że przymiarki do rozpoczęcia takich negocjacji trwały w Policach co najmniej od wiosny tego roku. "Parkiet" pisał o tym w pierwszych dniach kwietnia. Skądinąd wiadomo też, że o tańszy gaz zabiegają u monopolisty konkurenci, m.in. właśnie Puławy. Ich niewątpliwym atutem w negocjacjach z gazowym monopolistą jest skala obecnych dostaw. Przypomnijmy też, że Puławy zapowiedziały także, że chcą rozpocząć produkcję gazu z węgla kamiennego, co mogłyby zmniejszyć ich zapotrzebowanie na surowiec z PGNiG o mniej więcej połowę. Niewykluczone, że puławskie zakłady wróciłyby do zarzuconego kiedyś pomysłu zakupu gazu od węgierskiej firmy Emfesz, która jest pośrednim kontrahentem rosyjskiego Gazpromu.

Jednak i Police mają swoje karty przetargowe. Należy do nich projekt uruchomienia w sąsiednim Świnoujściu terminalu LNG i rozpoczęcie przesyłu gazu podmorskimi połączeniami z Norwegii. Wtedy w kraju będzie znacznie więcej gazu niż obecnie i PGNiG może być zmuszony do obniżek.Elastyczny monopolista

Na korzyść obu największych klientów PGNiG działa również to, że niedawno (w lipcu tego roku) zliberalizowano krajowy rynek. Naturalne wydaje się, że z czasem wszyscy duzi odbiorcy gazu będą się musieli poważnie zastanowić nad znalezieniem tańszych jego źródeł, no i nad dywersyfikacją dostaw tego surowca.

Reklama
Reklama

Zdaniem analityków, PGNiG mógłby przystać na wieloletnie umowy z zakładami chemicznymi właśnie po to, żeby związać ze sobą największych klientów. Przyznają jednocześnie, że pole do negocjacji między odbiorcami a dostawcą wydaje się dość ograniczone. PGNiG już teraz sprzedaje rosyjski gaz poniżej kosztów jego zakupu. Dalsze obniżki ceny w ramach długoterminowych kontraktów z firmami chemicznymi zmniejszałyby jeszcze bardziej jego zyski. Poniżej obecnie obowiązujących taryf mógłby natomiast - wciąż z zyskiem - sprzedawać gaz pochodzący z krajowych złóż. Jednak należy pamiętać, że stanowi on wciąż stosunkowo małą część w ogóle sprzedawanego przez koncern surowca.

Co na to wszystko PGNiG? - Jesteśmy elastyczni wobec naszych klientów - mówią na razie enigmatycznie w biurze prasowym koncernu.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama