Reklama

Ekspansja za granicą już niestraszna

Apetyt polskich firm na sąsiednie rynki rośnie, a trudności, z jakimi się borykają, maleją

Publikacja: 07.09.2007 08:56

Kończy się czas, kiedy polskie spółki czekały niecierpliwie na kapitał zagraniczny. Z roku na rok rosną inwestycje bezpośrednie za granicą. W 2006 r. wyniosły już 3,3 mld euro, rok wcześniej tylko 2,2 mld euro. Dlaczego jednak na ekspansję musieliśmy czekać tak długo? Na to pytanie odpowiadali w trakcie jednego z paneli Forum Ekonomicznego w Krynicy menedżerowie dużych krajowych spółek.

Doświadczenie pomaga

W dyskusji prym wiódł szef Ciechu Mirosław Kochalski. Nic dziwnego - jego spółka przejęła dość udanie w ubiegłym roku rumuńskiego producenta sody, Unizele Sodice Govora (USG). - Nasza spółka wywodzi się z państwowego monopolu handlu ropą. Przeprowadziliśmy jednak kompleksową restrukturyzację i mieliśmy dobre podstawy do prowadzenia podobnych procesów w innych krajach. Takie doświadczenie to spora wartość - tłumaczył prezes. - Skoro zmiany udały nam się w Polsce, zyskaliśmy akceptację takich działań wśród rumuńskich pracowników - dodał.

Trzeba szybkich decyzji

Podobnego zdania był szef Telekomunikacji Polskiej Maciej Witucki. - Nie wyobrażam sobie, aby jakiekolwiek przedsiębiorstwo mogło być otwarte na zewnątrz, jeżeli samo w sobie nie jest zrestrukturyzowane - stwierdził. Nowa strategia największego polskiego telekomu zakłada serię przejęć. Jakich? Tego nie wiadomo. TP nie podaje listy podmiotów, którymi się interesuje. M. Witucki zwrócił natomiast uwagę na dużą konkurencję na rynku. - O udziały telekomów starają się bowiem także fundusze inwestycyjne, duże banki czy bogaci szejkowie - tłumaczył.

Reklama
Reklama

Trudny czynnik ludzki

Szefowie polskich spółek zwracali także uwagę na znaczenie personelu. - Mamy w kraju świetnych inżynierów. Trochę trudniej o menedżerów, którzy pokierowaliby projektem za granicą - stwierdził wiceprezes Orlenu Wojciech Heydel. Jego koncern jest liderem w przejęciach zagranicznych przedmiotów. W 2002 r. kupił niemal 500 stacji w Niemczech od BP. Rok temu spółka nabyła pakiet kontrolny w litewskich Możejkach. - Czynnik ludzki jest bardzo ważny. Nie jest łatwo relokować ludzi między Możejkami a Płockiem. Poza tym w litewskiej rafinerii nawet język angielski na niewiele się zdaje - wyjaśniał W. Heydel.

Menedżerowie zwracali również uwagę, że spółki myślące o przejęciach powinny być gotowe na szybkie wysłanie do firm wystawionych na sprzedaż specjalistów, którzy na miejscu ocenią ich kondycję.

Państwo nie zawsze pomaga

Za zapóźnienia w inwestycjach odpowiada także państwo. - Skarb Państwa niechętnie godził się na ekspansje zagraniczne, wolał, by spółki tworzyły miejsca pracy w kraju - powiedział Dominik Radziwiłł, szef BOT Górnictwo i Energetyka. - Takiej ingerencji w strategię spółek nie było w innych krajach, stąd taki zasięg działania CEZ czy MOL-a - dodał.

Paradoksalnie prowadzona ostatnio polityka regulacyjna państwa skłaniać może duże firmy do wychodzenia na zewnątrz. Tak jest z TP, nękaną decyzjami Urzędu Komunikacji Elektronicznej. - Inwestycje w infrastrukturę w krajach ościennych są dla nas lepsze z uwagi na bardziej przewidywalną politykę regulacyjną. Trudno nam kłaść sieci w Polsce za półdarmo - powiedział prezes Witucki. Z kolei szef BOT zwracał uwagę, że niskie limity emisji CO2 przyznane Polsce zmuszą powstającą Polską Grupę Energetyczną do inwestycji poza krajem.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama