Komplikuje się sytuacja wokół rozmów Ukrainy z Rosją na temat przyszłorocznych cen gazu. Prezydent Wiktor Juszczenko przejął kontrolę nad tymi strategicznymi dla Kijowa negocjacjami.
Do tej pory rozmowy z Gazpromem prowadził rząd we współpracy z koncernem paliwowym Naftogaz Ukrainy. Jednak głowa państwa podpisała rozporządzenie, na mocy którego to prezydent będzie decydować o stanowisku Ukrainy w gazowych negocjacjach. W składzie delegacji ustalającej warunki zakupu surowca ma być przedstawiciel Juszczenki.
Nieoficjalnie wiadomo, że przywódca kraju zdecydował się na taki krok po ostatnim skandalu, jaki wybuchł podczas rozmów z Gazpromem.
Jewgienij Bakulin, prezes Naftogazu, próbował oddać pod kontrolę Rosjan ukraińskie rurociągi. W zamian szef spółki chciał otrzymać dostęp do złóż gazu ziemnego. Wówczas Juszczenko wezwał Bakulina do przerwania rozmów. Naftogaz jednak nie zareagował i wciąż prowadził negocjacje z Gazpromem. Jedna z ukraińskich partii, Blok Julii Tymoszenko, oskarżyła nawet prezesa spółki o zdradę stanu.
Jeden z przedstawicieli władz Gazpromu w rozmowie z dziennikiem "Kommiersant" stwierdził, że rozmowy będą prowadzone tylko z paliwowymi ekspertami, a nie z politykami. Oficjalnie Siergiej Kuprjanow, rzecznik prasowy rosyjskiego koncernu, twierdzi, że po wprowadzeniu rozporządzenia Juszczenki nic się nie zmieni.