Jak wygląda model dystrybucji wyrobów hutniczych w Polsce i jak, Pana zdaniem, zmieni się on w najbliższej przyszłości?
W tej chwili jest to typowy dla okresu przejściowego niestabilny model. Niestabilny z tego powodu, że branża dystrybucyjna jest bardzo mocno rozdrobniona. Polacy są znani z przedsiębiorczości i po prostu bardzo dużo osób zaangażowało się w ten biznes. Do tej pory ewolucja tego rozdrobnionego rynku przebiegała naturalnie i niezbyt pospiesznie. Małe firmy rosły, przejmowały się. Teraz sytuacja zmienia się diametralnie, co wymusza bardziej zdecydowane działania prywatnych firm. Własną sieć dystrybucji zaczyna bowiem budować ArcelorMittal, hutniczy gigant kontrolujący 70 proc. produkcji w Polsce.
Pytanie, czy prywatne przedsiębiorstwa handlujące stalą zachowają niezależność, czy zdominują je producenci. Z obserwacji rynków europejskich wynika, że większość rynku zachowuje jednak niezależność. To, co dzieje się w krajach "starej" Unii Europejskiej, odzwierciedla stan, w którym znajdą się za jakiś czas pozostałe państwa. Dlatego, moim zdaniem, z takim właśnie - nowoczesnym - modelem dystrybucyjnym będziemy mieć do czynienia w Polsce w ciągu najbliższych lat.
W jakim stopniu niezależne przedsiębiorstwa są "zagrożone" dominacją ArcelorMittal w obszarze dystrybucji?
Oczywiście, siła rażenia największej huty świata jest ogromna, jeśli zdecydowałaby się ona na "zawłaszczenie" rynku. Jednak uważam, że w ostatecznym rozrachunku odbyłoby się to ze szkodą dla finalnych odbiorców. Rynek jest dobry wtedy, gdy jest zróżnicowany. Producenci nie mogą wtedy ustanowić monopolu na ceny.