Informatyczna firma zapowiedziała, że do końca tego roku zwolni około dwustu pracowników, czyli 15 proc. wszystkich zatrudnionych. Zwolnienia to jeden z elementów programu restrukturyzacyjnego Sygnity.
- Nie odbiją się one negatywnie na naszej działalności operacyjnej i na relacjach z klientami. Robiliśmy dokładne analizy - zapewnia Michał Michalski, rzecznik prasowy Sygnity. Dodaje, że zwolnienia, o których firma poinformowała w komunikacie, będą dotyczyły tylko spółki matki. Nie zdradza, czy równolegle pracę stracą też osoby zatrudnione w spółkach zależnych.
- W najbliższy piątek najprawdopodobniej odbędzie się konferencja prasowa, na której zarząd przedstawi dokładne plany restrukturyzacji zatrudnienia. Zaprezentujemy też koszty, jakie będą się z tym wiązały, oraz pozostałe szczegóły operacji - zapewnia Michał Michalski.
Najwyraźniej rynek spodziewał się wieści o cięciu kosztów i zwolnieniach w Sygnity. Inwestorzy nie zareagowali bowiem na doniesienia informatycznej spółki. Jej kurs początkowo rósł, jednak na zamknięciu piątkowej sesji wyniósł 53 zł po spadku o 1,9 proc.
- Moim zdaniem, Sygnity wymaga dogłębnej restrukturyzacji i widać, że jest ona priorytetem dla nowego zarządu. Ogłoszone zwolnienia były nieuniknione. Są tylko jednym ze sposobów poprawy efektywności kosztowej po fuzji spółki z Emaksem, które zarząd może wykorzystać - komentuje Milena Olszewska z KBC Securities. Dodaje, że w krótkim terminie zwolnienia przyniosą jednorazowe koszty z tytułu odpraw, jednak w średnim terminie powinny zaowocować poprawą marży operacyjnej.