Anna Streżyńska, szefowa Urzędu Komunikacji Elektronicznej, zastanawia się nad podziałem TP. Pomysł całkiem niezły, choć na pewno spóźniony. Gdyby kilka czy kilkanaście lat temu urzędnicy odpowiedzialni za telekomunikację zdecydowali się na powołanie kilku firm, teraz sytuacja w naszym kraju pod względem dostępu do internetu byłaby znacznie lepsza. Koszty opóźnień, wynikających z prawie monopolistycznej pozycji TP w tamtym czasie, liczone są w miliardach złotych.
Teraz jednak doszedł jeszcze jeden powód. Otóż inni urzędnicy zastanawiają się nad bardzo ważkim problemem, czy połączyć dwie istniejące już firmy naftowe w jeden organizm. Przypominam, że wcześniej sprawnych i dużych firm paliwowych mieliśmy co najmniej trzy - Rafinerię Gdańską i Petrochemię Płocką (które paliwa produkowały) oraz CPN (zajmował się ich dystrybucją). Gdyby ta struktura istniała teraz, CPN mógłby kupować paliwa od każdego, więc obie firmy wytwórcze musiałyby dbać o niskie ceny swoich produktów. Jednak - w dbałości o wartość firmy, bezpieczeństwo energetyczne itd. - CPN i Petrochemię połączono w PKN. Dzięki temu benzyna jest jeszcze droższa, a bezpieczeństwa energetycznego jak nie ma, tak nie było. Teraz - też pod hasłem bezpieczeństwa - ma dojść do połączenia PKN i Lotosu, dzięki czemu będziemy kupować paliwa od monopolisty. Tak samo jak kupowaliśmy połączenia telefoniczne od TP, gdy jej konkurencja dopiero raczkowała. Dlatego też warto dokonać podziału TP - choćby dla uzyskania doświadczenia w takich operacjach. Za kilka lat to doświadczenie będzie potrzebne na rynku paliwowym.