Szanse na powodzenie ewentualnego wezwania na akcje MOL-a, które może ogłosić OMV, wydają się niewielkie. Austriacka firma ma wprawdzie zapewnione kredytowanie tej operacji. Kontroluje też ponad 20 proc. akcji MOL-a. Przeciwko przemawiają jednak obecna struktura akcjonariatu (MOL kontroluje 40 proc. własnych akcji) oraz zapisy statutowe ograniczające udział w głosach poszczególnych akcjonariuszy do 10 proc.
Analitycy wskazują też, że MOL może w każdej chwili umorzyć część własnych akcji, które ma na rachunku lub kontroluje za pomocą węgierskich banków OTP i MFB i zaprzyjaźnionych z nim inwestorów finansowych (Magnolia i BNP Paribas; MOL ma opcję odkupu od nich swoich walorów). Tym samym zwiększyłby liczbę "martwych" akcji, z których Austriacy nie mogliby wykonywać prawa głosu (ze względu na ograniczenia statutowe). Po umorzeniu poprawiłyby się też wskaźniki finansowe, takie jak zysk na akcję. Mogłoby to zachęcić pozostałych akcjonariuszy, głównie zagraniczne fundusze (to one mają większość z 38 proc. papierów MOL-a będących w wolnym obrocie), do niesprzedawania akcji w wezwaniu.
Jeżeli jednak zagraniczni inwestorzy odpowiedzą na wezwanie i OMV skupi większość akcji pozostających w wolnym obrocie, może uzyskać na tyle silną pozycję w MOL-u, by zablokować ewentualne wejście do spółki innych inwestorów branżowych. Mógłby też skłonić zarząd MOL-a oraz władze węgierskie do negocjacji w sprawie fuzji lub przynajmniej bliższej współpracy.
Wezwanie także na GPW?
Na rachunkach polskich inwestorów wciąż znajduje się około 900 tys. akcji MOL-a (0,8 proc. łącznej liczby). Czy ewentualne wezwanie ogłoszone przez Austriaków obejmować będzie te papiery? - Jest zbyt wcześnie, aby na to odpowiedzieć - mówi Thomas Huemer, rzecznik OMV. - Zresztą naszą ofertę złożymy dopiero po usunięciu ze statutu MOL-a zapisów ograniczających udział w głosach - przypomina.