Rybacy mogą nie otrzymać obiecanych odszkodowań z tytułu ograniczenia połowów dorszy w 2007 r. Ministerstwo Rolnictwa przyznaje, że w związku z decyzją Komisji Europejskiej o wprowadzeniu zakazu odławiania dorszy na Wschodnim Bałtyku, "instytucja zarządzająca musiała wprowadzić niezbędne modyfikacje w już przygotowanym projekcie rozporządzenia w sprawie zasad udzielania pomocy finansowej za powstrzymanie się od ukierunkowanych połowów w 2007 r." Zdaniem przedstawicieli resortu rolnictwa, nowy projekt aktu wykonawczego, określający wysokość i tryb przyznawania rekompensat za 2007 r. zawiera na tyle istotne zmiany, że musi być skierowany do ponownych uzgodnień w ramach rządu oraz do konsultacji ze środowiskiem rybackim. Oznacza to, że w najlepszym razie Rada Ministrów będzie mogła przyjąć rozporządzenie w drugiej połowie listopada.
Przepadnie 18 mln zł?
Od kilku miesięcy polscy rybacy protestują przeciw restrykcyjnym przepisom ograniczającym odławianie dorszy na Bałtyku. Skutki decyzji KE mogłyby być złagodzone przez wypłatę odszkodowań dzięki środkom z SPO "Rybołówstwo i przetwórstwo ryb" na lata 2004-2006. Ale ponieważ nie ma odpowiednich przepisów wykonawczych, pieniędzy na razie nie dostali. I to mimo, że jednym z warunków zakończenia protestu jest przekazanie przyznanych im pieniędzy z UE. Jednak, jak twierdzi resort rolnictwa, nie ma ryzyka utraty pieniędzy - około 18 mln zł. W informacji, otrzymanej przez "Parkiet" z ministerstwa, wynika, że w razie zagrożenia utratą środków mogą one zostać przesunięte na inny cel. To oznacza, że jeśli pieniędzy nie dostaną rybacy, otrzyma je kto inny.
O co konflikt
Polska zamierza zaskarżyć do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości decyzję KE o obowiązującym od 16 września 2007 r. zakazie połowu dorszy na Bałtyku. Zdaniem urzędników z Brukseli, nasi rybacy ponadtrzykrotnie przekroczyli przyznany im w tym roku limit w wysokości ok. 11 tys. ton. Romualda Białkowska, dyrektor przedsiębiorstwa "Szkuner" zajmującego się połowem i przetwórstwem ryb, uważa, że decyzja KE jest niesprawiedliwa, bowiem została podjęta na podstawie wyrywkowych kontroli, które nie oddają rzeczywistej sytuacji. Białkowska dodaje, że Szwedzi mają w tym roku taki sam limit połowowy na dorsze jak Polska, a ich kuter z jednodniowego rejsu przywozi 38 ton tych ryb. Polacy interweniowali w tej sprawie w Komisji Europejskiej, ale odpowiedziano im, że szwedzki armator ma tygodniowy limit w wysokości 41 ton, więc prawo nie zostało złamane. - Skoro Szwedzi mają więcej jednostek połowowych niż my, to jakim sposobem jeden kuter uzyskał tak duże limity? Wszystkie jednostki "Szkunera" mają prawo łowić tyle dorszy w ciągu całego tygodnia - mówi Białkowska.