W piątek po sesji PAI Media, spółka kontrolowana pośrednio przez Zygmunta Solorza-Żaka, ogłosiła wezwanie do sprzedały nieco ponad 56,08 proc. akcji Elektrimu (odpowiada to 66,94 proc. głosów na walnym zgromadzeniu). Zaproponowała 6,25 zł za jeden papier konglomeratu.
Wezwanie to jeden z warunków, który postawił firmie zarząd Giełdy Papierów Wartościowych, w odpowiedzi na drugi wniosek o wykluczenie papierów spółki z giełdowego obrotu. Zarząd Giełdy nie określił jednak, jaka jego zdaniem powinna być cena w wezwaniu.
Zrobiła to za to (we wrześniu gdy Elektrimu złożył pierwszy wniosek o wykluczenie) Komisja Nadzoru Finansowego. Stwierdziła, że powinna to być minimalna przewidziana ustawą cena. Wówczas zdefiniowano ją jako średnią z sesji w ciągu 6 miesięcy poprzedzających wezwanie. Gdyby oferta została ogłoszona już wtedy, zdaniem KNF, inwestor musiałby zapłącić ok. 8 zł. Jednak wkrótce potem inwestorzy zwrócili uwagę, że w przypadku firm w upadłości (a taką jest Elektrim) cena w wezwaniu ma być równa cenie godziwej, a tę można rozumieć, jako cenę rynkową.
We wrześniu GPW odrzuciła wniosek zarządu konglomeratu, ale zapowiedziała, że w przyszłości może zmienić zdanie. Już na początku listopada zarząd GPW wydał warunkową zgodę. Podstawowe warunki to wezwanie i uchwała nadzwyczajnego walnego zgromadzenia upoważniająca zarząd do ponownego wprowadzenia firmy na giełdę (NWZA zbiera się 4 grudnia).
KNF na razie nie powiedziała, czy cena zaproponowanej przez PAI Media jest odpowiednia. Rzecznik KNF przypomniał, że musi to zrobić najpóźniej na 3 dni przed rozpoczęciem przyjmowania zapisów (11 grudnia). - Cenę uważamy za skandalicznie niską. Przemyślimy nasze ostateczne stanowisko, niemniej raczej nie odpowiemy na ofertę - powiedział za to Krzysztof Kosiorek, prezes Stormmu, firmy powiązanej z Elżbietą Sjoeblom, która skupia ponad 5 proc. Elektrimu.