Kompromitacja, zerwać obrady - unosili się wczoraj inwestorzy na NWZA Elektrimu. Ich głosy nie wystarczyły jednak do zablokowania uchwały koniecznej do tego, aby Giełda Papierów Wartościowych zgodziła się na wykluczenie spółki z obrotu.
Wymagana przez GPW uchwała (jeden z trzech warunków) przeszła głównie za sprawą dominujących na walnym PAI Mediów, największego akcjonariusza Elektrimu, ale też podmiotów związanych z kontrowersyjną inwestorką Elżbietą Sjoeblom.
Tylko "upoważnienie"
do powrotu
Mimo sugestii akcjonariuszy (w tym Vivendi), aby zmienić treść uchwały, NWZA zaakceptowało jej pierwotną wersję. W efekcie jedynie "upoważniło" zarząd do podjęcia działań zmierzających do ponownego dopuszczenia akcji do obrotu na którymś z rynków prowadzonych przez GPW w ciągu sześciu miesięcy od uprawomocnienia się wydanego przez sąd postanowienia o zakończeniu postępowania upadłościowego. Argumenty za modyfikacją uchwały wydawały się słuszne. Jeden z inwestorów miał pomysł, aby w miejsce "upoważnienia" pojawiło się "zobowiązanie", a prawnik Vivendi proponował, aby uchwała brała także pod uwagę to, że sąd może nie wydać postanowienia, a na przykład tylko umorzyć postępowanie. - Treść została narzucona uchwałą podjętą przez zarząd GPW. Głosowanie nad uchwałą w innym kształcie może oznaczać dla spółki problemy - bronił pierwszej wersji Piotr Filipiak, dyrektor biura zarządu Elektrimu.