Temat "lock-apu" i Europejskiego Funduszu Hipotecznego znów powrócił. Wiosną tego roku firma sprzedała część papierów Żurawi Wieżowych mimo deklaracji złożonej w prospekcie, że przez sześć miesięcy od giełdowego debiutu tego nie uczyni. Temat wywołał kontrowersje, bo okazało się, że jeśli deklaracja nie jest zabezpieczona umową z oferującym (a nie była), jest tylko luźną obietnicą. Spółka może jej dotrzymać, ale wcale nie musi.
Teraz Mirosław Wierzbowski, prezes i główny udziałowiec Europejskiego Funduszu Hipotecznego, zdecydował się na "twardą" umowę z oferującym. Blokadą objął jednak tylko akcje imienne uprzywilejowane co do głosu, które de facto i tak nie mogą być przedmiotem obrotu na Giełdzie Papierów Wartościowych. Trudno więc w tym przypadku zrozumieć zasadność "lock-upu", którego główna rola polega na zabezpieczeniu inwestorów przed nadmierną niekontrolowaną podażą akcji na rynku regulowanym. Blokady na akcje zwykłe prezes nie zastosował.
Rodzi się pytanie, czy oprócz walorów należących do Sygnity oraz Prokomu Investments właściciela zmieni też 50 tysięcy akcji pozostających we władaniu Mirosława Wierzbowskiego? Prezes deklaruje, że nawet przez myśl mu nie przeszło, by wystawić na sprzedaż walory swojej firmy. Oby.