W miniony piątek firma odzieżowa miała podać cenę emisyjną dla blisko 7,9 mln akcji serii G (blisko 10 proc. kapitału). Zamiast tego zarząd Vistuli&Wólczanki poinformował o przesunięciu planowanej oferty. Nowe terminy mają zostać określone najpóźniej do 21 marca przyszłego roku. Uchwała walnego zezwalająca na przeprowadzenie emisji akcji jest wiążąca do 6 kwietnia 2008 r.
Fundusze nie chcą przepłacać
Cena emisyjna miała być ustalona na podstawie prowadzonego w zeszłym tygodniu book-buildingu (procesu budowania księgi popytu). Zgodnie z decyzją akcjonariuszy, nie mogła być ona jednak niższa niż 14,35 zł (to średnia wartość giełdowych kursów walorów firmy z ostatnich sześciu miesięcy).
Problem w tym, że w okresie, który był brany pod uwagę przy określaniu minimalnej ceny, koniunktura na giełdzie była znacznie lepsza niż teraz. W piątek kurs Vistuli&Wólczanki był o blisko 8 procent niższy od dopuszczalnej minimalnej ceny emisyjnej i wyniósł 13,27 zł.
Papiery miały być skierowane wyłącznie do inwestorów instytucjonalnych. Zapewne to zbyt małe zainteresowanie z ich strony było przyczyną przesunięcia w czasie oferty. Za emitowane papiery musieliby płacić więcej, niż gdyby chcieli kupować akcje na giełdzie. - To minimalna cena emisyjna, która została ustalona powyżej wyceny rynkowej, wymusiła przełożenie oferty na późniejszy termin. Poczekamy, aż rynek się podniesie - tłumaczy Rafał Bauer, prezes Vistuli&Wólczanki. Nie zdradza jednak, jaki popyt deklarowały fundusze, a tym samym, ile nowo emitowanych akcji udałoby się sprzedać. - W ofercie chcemy sprzedać wszystko albo nic - ucina Rafał Bauer.