Trwająca właśnie oferta Biotonu do inwestorów kwalifikowanych mogła naprawdę podnieść ciśnienie i tak będących u kresu wytrzymałości drobnych akcjonariuszy, którzy od roku obserwują, jak kurczy się ich majątek zainwestowany w biotechnologiczną firmę. Nie dość, że informacje o emisji, która może zwiększyć liczbę akcji o prawie jedną dziesiątą, pojawiły się nagle, to jeszcze spółka przez kilka dni nie podała żadnego uzasadnienia dla decyzji o jej przeprowadzeniu. Oczywiście spowodowało to dalszą obniżkę kursu.
Wyjaśnienie celów emisyjnych, które podano w piątek, na pewno nikogo nie mogło uspokoić. Co prawda, jak z niego wynikało, spora część pozyskanych pieniędzy ma sfinansować zapowiadane utworzenie joint venture z firmą Marvel, ale jest to jedyna nowa inwestycja, jaką Bioton chce za te środki przeprowadzić.
O pozostałych mówi się od dawna. I miejmy nadzieję, że nie tylko mówi. Bowiem zarząd już wcześniej pozyskiwał na nie pieniądze. Na przykład, by rozbudowywać moce produkcyjne w kilku zakładach, spółka przeprowadziła już latem emisję obligacji o wartości 120 mln zł.
Obecnie nie uzyskaliśmy szczegółowych wyjaśnień, dlaczego potrzebne są kolejne nakłady. Nie wiadomo też, dlaczego np. spółka nie skorzystała (choć miała taką możliwość) z przeprowadzenia emisji dodatkowych obligacji za 80 mln zł.Wszystko to stoi w jawnej sprzeczności z deklaracjami prezesa Adama Wilczęgi, składanymi również na łamach "Parkietu", w których zapewniał, że spółka stanie się bardziej przejrzysta.
Jedynym pocieszeniem w tej sytuacji jest duże zainteresowanie nową emisją ze strony inwestorów instytucjonalnych. To sygnał, że tacy gracze wciąż ufają ambitnym planom spółki.