Prawie 18 proc. – o tyle powinien podskoczyć WIG20, by dorównać wartości tego indeksu, która jest fundamentalnie uzasadniona w opinii analityków domów maklerskich. Do wniosku takiego można dojść, analizując ponad 100 rekomendacji opublikowanych od początku lutego dla spółek z WIG20. Innymi słowy, akcje największych firm na warszawskiej giełdzie są, zdaniem ekspertów, cały czas niedowartościowane. Przez to warto je kupować.
Dalekie od prawdy byłoby jednak stwierdzenie, że stopień tego niedowartościowania jest coraz większy, a innymi słowy – że akcje są coraz tańsze. Nasze obliczenia wskazują, że jest wręcz odwrotnie – potencjał, jaki wynika z porównania wartości rynkowej i teoretycznej (związanej z wycenami) WIG20, systematycznie w ostatnich tygodniach maleje. W połowie lutego sięgał on aż 45 proc., tak więc zdążył się już skurczyć o ponad połowę.
[srodtytul]Korekta niweluje potencjał[/srodtytul]
Jest to konsekwencja tego, że indeks największych spółek od połowy lutego stopniowo zwyżkuje (obecnie znajduje się 9,4 proc. powyżej lutowego dołka). Sam ten fakt nie tłumaczy jednak wszystkiego. Nawet uwzględniając tę zwyżkę i zakładając, że wartość teoretyczna WIG20 pozostałaby taka sama jak w połowie lutego, akcje tuzów GPW wciąż powinny kryć w sobie potencjał zwyżkowy, przekraczający 30 proc.
Problem w tym, że w ostatnich tygodniach analitycy przystąpili do radykalnego obniżania wycen spółek. Najbardziej drastyczna redukcja miała miejsce na przełomie lutego i marca. Jak wynika z naszych obliczeń, w tym czasie (w ciągu niewiele ponad tygodnia) wartość fundamentalna WIG20 poszła w dół o 13 proc. Innymi słowy – analitycy uznali, że dotychczasowe wyceny są nie do utrzymania ze względu na pogorszenie kondycji spółek.