W kręgach rządowych pojawił się pomysł powołania przez PZU spółki z kapitałem rzędu 2–3 mld zł – być może z udziałem PKO BP czy Banku Gospodarstwa Krajowego – która oferowałaby ubezpieczenia kredytu i gwarancje ubezpieczeniowe. To przyniosłoby efekt w postaci wzrostu podaży kredytu. Jak wynika z naszych informacji, w pracach nad stworzeniem tej koncepcji brali udział nie tylko politycy, ale i finansiści, w tym jeden z byłych prezesów ubezpieczyciela.
[srodtytul]Firmy miałyby finansowanie[/srodtytul]
Analitycy, z którymi pomysł konsultowano, twierdzą, że potrzebne są instrumenty przełamujące awersję banków do ryzyka i wspierające zdolność do generowania kredytu w gospodarce. Nowa spółka PZU miałaby – po dokonaniu oceny procedur kredytowych danego banku – uruchomić gwarancje wobec kredytów dla firm o wartości od 0,3 mln zł do 20 mln zł. Gwarancje sięgałyby 50 proc. wysokości kredytu. Jeden bank mógłby zabezpieczyć portfel kredytów o wartości do 5 mld zł.
– Koszt roczny gwarancji powinien się mieścić w przedziale 50–80 pkt bazowych, w zależności od siły banku i oceny jego procedur kredytowych – tłumaczy osoba biorąca udział w pracach nad projektem. Gwarancje mogłyby sięgnąć 90 proc. wartości kredytu.
Po co proponuje się powołanie nowej spółki, skoro istnieje na przykład w pełni kontrolowany przez państwo Bank Gospodarstwa Krajowego? – Uruchomienie systemu gwarancji i poręczeń powinno nastąpić poza ociężałą strukturą tej instytucji – uważa nasz rozmówca.