W tym roku Komisja Nadzoru Finansowego wpisała już 175 osób na listę maklerów papierów wartościowych. Tym samym liczba uprawnionych do przyjmowania zleceń od inwestorów sięga już 2329 nazwisk. Dlatego też większość uczestników rynku uważa, że konieczność zdania egzaminu państwowego nie stanowi obecnie bariery dla rozwoju branży. Teoretycznie większy problem powinny mieć firmy zarządzające aktywami – które muszą zatrudniać doradców inwestycyjnych, a ich lista liczy tylko 306 nazwisk. Niemniej także i w tym przypadku przedstawiciele TFI nie widzą problemu.
[srodtytul]Znika odpowiedzialność[/srodtytul]
Duża część osób, którą „Parkiet” poprosił o komentarz, zwraca uwagę na fakt, że licencjonowanie maklerów i doradców miało także charakter dyscyplinujący. KNF może teraz bowiem skreślić czasowo z listy uprawnionych osobę, która złamała zasady uczciwego obrotu, przepisy wewnętrzne lub naruszyła interesy klientów. Dożywotnio skreślony jest każdy, kto prawomocnie został uznany za winnego przestępstwa skarbowego lub przestępstwa przeciwko obrotowi gospodarczemu.
Ryzyko utraty licencji, zdaniem większości naszych rozmówców, jest jednym z czynników hamujących nieetyczne postępowanie w zawodzie maklera i doradcy. Komisja przypomina wprawdzie, że nawet po zniesieniu licencji będzie kontrolowała – tak jak do tej pory – firmy inwestycyjne, w których pracują specjaliści przyjmujący zlecenia lub zarządzający portfelami.
Uczestnicy rynku sugerują jednak, że w sytuacji, gdy znoszona jest odpowiedzialność osobista (licencję można było stracić szybko, na wyrok w sprawie sądowej, gdzie pozwanym był makler, czekało się długo), warto doprecyzować, za jakie błędy i w jakim zakresie odpowiada firma inwestycyjna. Eksperci wskazują, że można przy okazji upowszechnić polisy ubezpieczeniowe w branży.