Oznacza to spadek w porównaniu z 2010 r. o ponad 38 proc. Jednocześnie wzrosła liczba funduszy notowanych na giełdzie. W 2010 r. było ich 59, a na koniec 2011 r. 65. Około 94 proc. obrotów certyfikatami dotyczy 10 funduszy, handel udziałami w pozostałych praktycznie się nie odbywa.
– Spadek wartości obrotów certyfikatami wiąże się z tym, że wiele FIZ publicznych powstało kilka lat temu. Jeżeli w tzw. międzyczasie nie emitowały dodatkowych certyfikatów, a inwestorzy systematycznie umarzali instrumenty, to jest ich obecnie po prostu mniej – tłumaczy Marcin Bednarek, członek zarządu BPH TFI.
Fundusz, którego certyfikaty były emitowane osiem razy w ciągu ubiegłego roku – Investor Gold FIZ – odnotował wzrost wartości obrotów o 31 proc.
Głównym powodem, dla którego handel certyfikatami na giełdzie w ogóle się odbywa, jest chęć wycofania pieniędzy z inwestycji, zanim fundusz oficjalnie umorzy papiery. Im rzadziej odbywają się umorzenia, tym więcej papierów zmienia właściciela na giełdzie. Dlatego większość certyfikatów, choć teoretycznie notowanych, w praktyce notuje zerowe obroty. – W naszym przypadku umorzenia odbywają się raz w miesiącu, inwestorzy nie mają więc potrzeby handlowania certyfikatami na giełdzie – wyjaśnia Katarzyna Szczepkowska, prezes KBC TFI. W przypadku jej towarzystwa, emisja certyfikatów dla każdego funduszu odbywa się tylko raz.
Udziały w funduszach inwestycyjnych są przeważnie notowane z dyskontem. Pierwszy powód to nieufność rynku w stosunku do oficjalnych wycen wartości aktywów przypadających na jeden certyfikat inwestycyjny. W ten sposób można częściowo tłumaczyć nawet ponad 20-proc. dyskonto w przypadku funduszy nieruchomości. – Główna przyczyna jest jednak bardziej prozaiczna – podaż tych papierów przewyższa popyt. Giełda służy przede wszystkim tym, którzy chcą się ich pozbyć – wyjaśnia Bednarek.