Dla giełdy papierów wartościowych w Stuttgarcie nastały lepsze dni. Kilka lat temu nie dawano jej szans na przetrwanie, groził jej los dinozaurów. Udział w obrotach papierami wartościowymi na rynku niemieckim wynosił zaledwie 2 proc., wartość dziennych obrotów zaś osiągała45 mln euro.Dzięki drobnym inwestorom operującym na rynku samodzielnie, a nie za pośrednictwem funduszy powierniczych sytuacja zmieniła się. W latach 1990-1997 udział akcji w portfelach niemieckich inwestorów prywatnych wzrastał w tempie 15 proc, rocznie. M.in. dzięki temu udział Stuttgartu w rynku wzrósł do 5,5 proc., a dzienne obroty do 562 mln euro.Władze giełdy wciąż szukają nowych sposobów na zwiększenie popularności tego rynku, a jednym z nich ma być wydłużenie handlu do późnych godzin wieczornych.Ten mały, ale ważny sukces Stuttgart osiągnął w okresie zaostrzającej się konkurencji i mnożenia się systemów OTC (Over the Counter). Stawia na drobnych inwestorów jednorazowo inwestujących w granicach 2000-5000 DEM, preferujących przeprowadzanie transakcji po kolacji.Rubin Lee, szef Oxford Finance Group, autor książki "Czym jest giełda" (What is an Exchange?), uważa, że wydłużenie czasu handlu nie oznacza, iż będzie zagwarantowana odpowiednia podaż i popyt, a koszty operowania na "cienkim rynku", charakteryzującym się dużą rozpiętością cen kupna i sprzedaży, mogą okazać się większe niż korzyści.W kwietniu tego roku w Stuttgarcie wydłużono handel do piątej po południu, niebawem zaś inwestorzy będą mogli realizować zlecenia do dziesiątej wieczorem. Giełda ta drobnym inwestorom niekiedy oferuje lepsze ceny niż mogliby uzyskać w systemie Xetra.Prezes Glienke i jego otoczenie bardzo liczą na szybko rosnący handel warrantami, który dla Niemców jest podobno tym czym dla Brytyjczyków są wyścigi konne.

A.T.