Co mnie cieszy
Sposób działaniai atmosferępanującąw bankachinwestycyjnych niezwykleinteresującoi barwnie opisał, na przykładzieSalomonBrothers,Michael Lewis,w swej książce "Poker kłamców". Gdy kilka lat temu czytałem jąpo raz pierwszy, pomyślałemsobie: to jest to! Czy jednakw Polscekiedykolwiekdoczekamy się choćby namiastki rynkuinwestycyjnego w takimwydaniu?Wówczaswydawało mi się to bardzo mało prawdopodobne, a w każdym razie niezmiernieodległe.
W naszym kraju trudno mówić o bankowości inwestycyjnej w takiej formie, jaka występuje w jej kolebce, czyli w Stanach Zjednoczonych. U nas dominuje model banków uniwersalnych, czyli łączących w jednym organizmie wszystkie rodzaje czynności bankowych. Co najwyżej, możemy mówić o istnieniu banków specjalistycznych. Jedynym tworem przypominającym nieco bank inwestycyjny w czystej postaci był Polski Bank Rozwoju. Trudno również mówić, że zaczątkiem banków inwestycyjnych są biura maklerskie, choć realizują one niektóre działania typowe dla tej dziedziny bankowości.Nie oznacza to jednak, że część polskich banków nie ma ambicji odgrywania bardziej aktywnej roli na rynku kapitałowym, w tym także w dziedzinie fuzji i przejęć. Dość łatwo je dostrzec na tle niemal powszechnego "uniwersalizmu", dążenia do detalicznej ekspansji i poprzestawania na tym. Można je wymienić na palcach jednej ręki, a w dodatku ich aktywność na interesującym nas polu podlega dużym wahaniom. W pewnych okresach była jednak widoczna dość ostra rywalizacja między nimi. Do roli lidera pretendowały więc, poza wymienionym już Polskim Bankiem Rozwoju, Bank Handlowy, Kredyt Bank PBI, BIG-BG. Główne - choć nie jedyne - osiągnięcia dwu ostatnich są widoczne w ich nazwach. Ich apetyt na przejmowanie innych banków wydawał się nieograniczony, do czasu wchłonięcia Banku Gdańskiego i Polskiego Banku Inwestycyjnego. To umożliwiło im większą aktywność na rynku kapitałowym. Bank Handlowy w dziedzinie przejęć nie odnotował takich sukcesów i przystąpił do budowania sieci detalicznej we własnym zakresie, natomiast środki na inwestycje kapitałowe pozyskiwał w inny sposób. Podobnie jak Bank Rozwoju Eksportu, który nie mając bezpośredniego dostępu do oszczędności przejął - o dziwo - nie bank detaliczny, lecz PBR, kwalifikujący się do miana inwestycyjnego.W naszych warunkach bankowi inwestycyjnemu niezwykle trudno jest działać bez łatwego dostępu do dużej ilości względnie tanich pieniędzy, te zaś, jak wiadomo, znajdują się w sieciach detalicznych. Dla "prawdziwego" banku inwestycyjnego problemem jednak nie są pieniądze, lecz dobre pomysły i reputacja. Ta ostatnia jest w dużej mierze pochodną trafnych decyzji. Wówczas znajdą się inwestorzy gotowi zaangażować swoje kapitały i klienci, którzy zechcą skorzystać z usług takiego banku.Właśnie brak klientów, gotowych za pośrednictwem banku inwestycyjnego dokonywać transakcji, wydaje się największą barierą w rozwoju tej dziedziny w Polsce i zmusza banki z inwestycyjnymi ambicjami do dokonywania operacji na własny rachunek. Przetaczająca się przez nasz rynek fala fuzji i przejęć stanowi szansę rozwoju tej dziedziny bankowości.Nie umniejszając zasług żadnego z wymienionych wyżej banków, trzy głośne transakcje, które miały miejsce w ostatnim roku, w roli lidera bankowości inwestycyjnej stawiają, moim zdaniem, Bank Rozwoju Eksportu. Pierwszą z nich była przeprowadzona w brawurowym stylu batalia o przejęcie Polskiego Banku Rozwoju. Wygrana została przez BRE, który w pobitym polu zostawił dwa, bynajmniej nie prowincjonalne banki zagraniczne. Była to próbka siły i umiejętności. W nieco innej dziedzinie te cechy sprawdziły się w transakcji sprzedaży Elektrimowi udziałów w Polskiej Telefonii Cyfrowej. W tym przypadku BRE wykazał swe zalety w trafnej strategii inwestowania i osiąganiu wysokiej efektywności (zarobek szacowany na 730 mln zł). I wreszcie mistrzowska rozgrywka pakietem akcji BIG-BG, w której nie do końca było wiadomo, w jakiej roli BRE występuje - czy działającego na rzecz Deutsche Banku, czy też chętnego do przejęcia kontroli nad bankiem. To - poza niemałym zarobkiem - dowód zręczności bankiera.Nie twierdzę, że prezes Kostrzewa, podobnie jak szef Salomona ze swymi czołowymi traderami, gra w pokera kłamców, myślę jednak, że byłby w tym niezły. Najbardziej bym się jednak cieszył, gdyby znalazł kilku partnerów wśród innych polskich bankowców. I gdyby grali o wysokie stawki.
ROMAN PRZASNYSKI