Jakie znaczenie ma dla europejskiej gospodarki umowa z Mercosurem, którą UE podpisała w sobotę w Paragwaju?
Można powiedzieć najwyższy czas, że wreszcie UE podjęła decyzję o domknięciu tej umowy. To więcej szans niż problemów dla europejskich producentów towarów, ale także dla oferujących usługi i dla całej sfery funkcjonowania rynku, czyli także dla inwestycji, przepływu kapitału i szerszej współpracy w obszarze gospodarczym między Ameryką Południową a Europą.
Gdy zaczynaliśmy te negocjacje ćwierć wieku temu, Europa była postrzegana jako światowy lider, siła gospodarcza, a dziś musi walczyć, by liczyć się w świecie. Bardzo ważny jest tu aspekt gospodarczy. Cały czas jesteśmy jednolitym rynkiem 450 mln konsumentów, który odpowiada za 15 proc. światowego PKB. To PKB się kurczy, ale póki co jesteśmy drugą gospodarką świata. Mercosur z kolei to cztery największe, i najbardziej ludne kraje Ameryki Południowej. Sama Brazylia terytorialnie jest porównywalna do Europy.
Sytuacja jest niekorzystna dla Europy, mamy napięcia handlowe z USA, mamy utracony rynek rosyjski, i mamy Chiny, które są bardzo protekcjonistyczne. Odkryliśmy w ostatniej dekadzie, jak bardzo mocno Chińczycy weszli do naszych biznesów, że niektóre obszary zdominowali, jak choćby produkcję leków. Na tym tle Mercosur jest znakomitą alternatywą, politycznie pokazuje siłę Europy. Ameryka Południowa to jest naturalny partner, który wpisuje się w te niedobory, powstałe na skutek utrudnień w relacjah z innymi ważnymi partnerami.
Z wypowiedzi Komisji Europejskiej bije entuzjazm. Ursula von der Leyen mówiła wręcz w Paragwaju o połączeniu kontynentów. Czy ta umowa faktycznie może cofnąć osłabienie globalizacji, stworzyć trwałą platformę współpracy gospodarczej?
Dziś żyjemy w świecie, w którym globalizacja taka, jaką zaczęliśmy w 90 latach, została zastopowana. Nie ma jednego kraju, który nad wszystkim czuwał i w sytuacjach problemowych mógł zareagować. A jednocześnie ten leadership amerykański nie pasował wielu krajom, zwłaszcza rosnącym potęgom globalnego Południa, jak Chiny, Indie, Indonezja, Brazylia. Skoro globalizacja została mocno wstrzymana, m.in. przez radykalną postawę prezydenta USA, to żyjemy w świecie nowych podziałów i deglobalizacji, skracania łańcuchów dostaw i nakładania czapki politycznej na decyzje gospodarcze.