Na Wall Street DJIA oddał 0,29 procent, gdy Nasdaq Composite spadł o 0,66 procent przy cofnięciu szerokiego S&P500 o 0,38 procent. W Europie niemiecki DAX zyskał 0,14 procent, gdy francuski CAC stracił 1,23 procent. Niemniej, tydzień przyniósł również nowe rekordy hossy i w wielu przypadkach historyczne maksima oraz konfrontacje najważniejszych indeksów z psychologicznymi oporami, jak 50000 pkt. w przypadku DJIA, 7000 pkt. w przypadku S&P500 czy 25500 pkt. zagrane przez niemieckiego DAX-a. W gronie rekordzistów nie zameldował się nasycony spółkami technologicznymi Nasdaq Composite, który stale porusza się poniżej swojego szczytu hossy z listopada. W przypadku Nasdaqa Composite najwięcej jest w sumie konsolidacji, co połączone z rajdem w niemal wszystkich segmentach rynku – nie tylko na akcjach, ale też surowcach, ze szczególnym akcentem na metale – wskazuje na rotację kapitałów ze spółek technologicznych w stronę szerokiego rynku. Pochodną tego układu sił jest sygnał, iż mimo spadków głównych średnich, na rynkach rósł apetyt na ryzyko, a hossa uległa poszerzeniu poza mocno zgrany sektor spółek technologicznych, ze szczególnym uwzględnieniem akcji firm wiązanych ze segmentem sztucznej inteligencji.
Poszerzenie hossy poza sektor technologiczny należy uznać za silny sygnał optymizmu inwestorów i większej wiary graczy w inne segmenty rynku. Równolegle, należy jednak odnotować, iż hossa poszerza się również poza Wall Street, o czym świadczy np. zachowanie niemieckiego DAX-a, który zwyżką o 2,70 procent w perspektywie year-to-date wyprzedza główne indeksy amerykańskie. W istocie, poszerzenie hossy obejmuje również rynki wschodzące, co sygnalizuje, iż kapitał rotuje już nie tylko ze spółek technologicznych w stronę szerokiego rynku w USA, ale też z USA w stronę bardziej egzotycznych zakątków świata. Bez wątpienia, wpływ na to ma słaby dolar, który jest jednym z fundamentów hossy na rynku metali, jak również rosnące przekonanie, iż 2026 rok będzie kolejnym rokiem rynku byka, w którym banki centralne będą wspomagały ceny akcji łagodną polityką monetarną i jeśli nie obniżkami ceny kredytu, to chociaż stabilizacją stóp procentowych. Ostatni element stoi w czytelnej sprzeczności z sygnałami z Rezerwy Federalnej, które wskazują, iż amerykański bank centralny nie znajdzie przestrzeni do dwóch obniżek ceny kredytu w 2026 roku, gdy wyceny Fed Fund Futures stale sygnalizują, iż rynek oczekuje dwóch obniżek ceny kredytu przez FOMC. Niemniej, gracze zdają się ignorować ten element i skupiać na trendach rynkowych, a nie zagrożeniach dla tych trendów.
Całość sumuje się w obraz giełd i szerzej rynków, które drożeją solidarnie i pną się na górę z pełnym przekonaniem, iż hossie nie są w stanie zagrozić np. śledztwo wytoczone przez administrację prezydenta USA szefowi amerykańskiego banku centralnego czy potencjalne wojny, w jakie angażuje się czy też za chwilę zaangażuje rząd Donalda Trumpa. W istocie, rynki operują – lub operowały do weekendu – w układzie sił, w którym wojny celne zdawały się być zakończone, gdy napięcia wokół Grenlandii sygnalizują, iż Donald Trump ma jeszcze w arsenale wiele niespodzianek na tym polu. W istocie, weekendowy powrót wojny celnej z państwami Unii Europejskiej i Wielką Brytanią może za chwilę połączyć się z kolejną dawką chaosu, jaką rynkom zafunduje amerykański Sąd Najwyższy, który wyda wyrok delegalizujący cła wprowadzone przez Donalda Trumpa. Efektem będzie zapewne szukanie nowej podstawy prawnej dla utrzymania już wprowadzonych stawek celnych i nowa dawka szumu, która na wiosnę zeszłego roku zaowocowała dynamicznymi spadkami najważniejszych indeksów i pchnęła część średnich na progi nowej bessy. Wówczas, przed końcem hossy rynki wybroniło wycofanie się Trumpa ze stawek celnych i odkładanie na przyszłość nowego reżimu celnego. W praktyce, warto liczyć się ze złamaniem rynkowego konsensu o nieuchronności hossy i przygotować na ryzyko mniej lub bardziej dynamicznej korekty.
Adam Stańczak
Analityk DM BOŚ