Rynki akcji wyraźnie nie wystraszyły się zacieśniania polityki pieniężnej przez Fed. Amerykańskie indeksy giełdowe zareagowały zwyżkami na pierwszą podwyżkę stopy procentowej w USA od 2018 r. S&P 500 zakończył środową sesję 2,2 proc. na plusie, a Nasdaq Composite wzrósł aż o 3,8 proc. Czwartkowa sesja w Nowym Jorku zaczęła się jednak od lekkich spadków. S&P 500 tracił 0,4 proc. na jej początku. W tym czasie wiele europejskich indeksów lekko rosło. Euro umiarkowanie umacniało się wobec dolara, a rentowność amerykańskich obligacji dziesięcioletnich spadała. O ile w środę po południu dochodziła do 2,24 proc., to w czwartek sięgała 2,11 proc. Wygląda na to, że inwestorzy zdołali się już oswoić z perspektywą dalszego zacieśniania polityki pieniężnej przez amerykański bank centralny.
Ryzyko dla wzrostu
Ostatnie decyzje Komitetu Otwartego Rynku Rezerwy Federalnej nie były większym zaskoczeniem dla rynków. Główna stopa procentowa została podniesiona o 25 pkt baz., do przedziału 0,25–0,5 proc. Jeden członek FOMC – James Bullard, szef oddziału Fedu w St. Louis – głosował za podwyżką o 50 pkt baz. Fed przedstawił w środę wieczorem projekcje dotyczące stóp procentowych w przyszłości. Spodziewa się sześciu podwyżek do końca 2022 r. i kolejnych trzech w 2023 r. Jerome Powell, prezes Fedu, zapowiedział, że prawdopodobnie już w maju zacznie być zmniejszana suma bilansowa banku centralnego warta prawie 9 bln USD. Po raz kolejny zapewnił też o determinacji Fedu w walce z inflacją.
– Plan przewiduje przywrócenie stabilności cen przy jednoczesnym podtrzymywaniu silnego rynku pracy. To jest naszym zamiarem i wierzymy, że uda nam się to zrobić. Najpierw jednak musimy przywrócić stabilność cen – zapewniał Powell.
Czy agresywne zacieśnianie polityki pieniężnej nie zaszkodzi jednak wzrostowi gospodarczemu w USA? Część analityków sądzi, że jego skutki będą mocniej odczuwalne dopiero w przyszłym roku.