Szereg lepszych danych makroekonomicznych ze Stanów Zjednoczonych, w tym piątkowy raport o większej niż przewidywano liczbie nowych etatów, ponownie ożywiły obawy, że amerykańska Rezerwa Federalna ograniczy program skupowania obligacji, z którego co miesiąc na rynek płynie 85 mld USD. To zwiększyło rentowność amerykańskich obligacji skarbowych i osłabiło atrakcyjność oprocentowania papierów dłużnych na emerging markets.
Od początku listopada kurs indyjskiej rupii spadł o 3 proc., brazylijski real osłabił się o 3,2 proc., a indonezyjska rupia straciła 2,2 proc. Kraje, których waluty straciły najwięcej, są, zdaniem analityków, szczególnie wrażliwe, bo ich deficyty handlowe i w rachunku bieżącym należą do największych.
Niektóre banki centralne zdecydowały się na walkę. Indonezja niespodziewanie w czwartek podniosła stopy procentowe, by okiełznać inflację i umocnić walutę. Słaby kurs waluty zwiększa bowiem koszty importu i może spowodować szybszy wzrost inflacji.
Do kłopotów w Azji dodatkowo przyczyniło się załamanie rynku na Filipinach spowodowane katastrofalnym tajfunem, który zdewastował kilkadziesiąt wysp, a antyrządowe protesty w Bangkoku pogorszyły nastroje w Tajlandii.
Stratedzy walutowi z biura banku inwestycyjnego Morgan Stanley w Hongkongu radzą inwestorom trzymać się z daleka od walut z krajów określanych jako „krucha piątka", a więc od indyjskiej rupii, brazylijskiego reala, tureckiej liry, indonezyjskiej rupii i południowoafrykańskiego randa. Kurs randa zbliża się do poziomu najniższego od pięciu lat, bo od końca października dolar umocnił się w stosunku do tej waluty o ponad 7 proc. Wobec liry kurs dolara wzrósł o prawie 5 proc.
Wielu inwestorów uważa jednak, że powtórka gwałtownego letniego exodusu z emerging markets jest mało prawdopodobna, bo detaliści o krótkim horyzoncie inwestycyjnym wycofali się stamtąd między majem i sierpniem. A inwestorzy instytucjonalni o dłuższej perspektywie są zdania, że aktywa z emerging markets nadal są tanie, mimo ryzyka.