Zwycięstwo Joe Bidena w rywalizacji o amerykańską prezydenturę z pewnością zostało przyjęte przez wielu europejskich decydentów z nadzieją. Do władzy doszedł bowiem dużo bardziej przewidywalny polityczny weteran, który nie będzie straszył Unii Europejskiej wojną handlową i wróci do wspólnej walki przeciwko zmianom klimatu. W Berlinie i Paryżu mogą liczyć na to, że Ameryka będzie teraz częściej konsultowała swoje decyzje strategiczne z Europą i nie będzie już łajała sojuszników ze Starego Kontynentu za to, że za mało wydają na obronę. Przejawem tego optymizmu jest już to, że Niemcy i Francja zaczynają stawiać USA przed faktami dokonanymi. Tuż przed końcem 2020 r. mocno przyczyniły się one do sfinalizowania negocjacji na temat kompleksowego porozumienia inwestycyjnego (CAI) z Chinami. W Waszyngtonie uznano to za afront. Od ludzi z ekipy Joe Bidena popłynęły sygnały, że źle odebrano to, że umowę uzgodniono, zanim Biden został zaprzysiężony na prezydenta. Przedstawiciele administracji Trumpa też uznali działania Europejczyków za niewłaściwe.