Ostatnio tak duży spadek indeks technologiczny USA zarejestrował w kwietniu 2025 roku, kiedy to Donald Trump zakomunikował rynkowi ponad wszelką wątpliwość, że jego polityka gospodarcza, handlowa i migracyjna jest jego rzeczywistym zamiarem a nie hasłem wyborczym. Czy strach ten jednak jest uzasadniony?
Spadek był rezultatem głównie silnego raportu z rynku pracy, który zmienia oczekiwania wobec dalszego kierunku polityki monetarnej FED. Jest to ryzyko które trzeba wycenić, ale momentum wciąż jest jednak wzrostowe i na korzyść liderów sektora technologicznego; potrzeba dużo więcej niż mocny raport z rynku pracy, by odwrócić ten trend.
Mimo obfitującej w wydarzenia gospodarcze prezydentury Donalda Trumpa, w tym ataku na Iran i zamknięcia cieśniny Ormuz, indeks Nasdaq 100 w ciągu 14 miesięcy od tego głębokiego spadku wzrósł o blisko 70% (uwzględniając wczorajsze spadki). Gdyby z obecnego poziomu główne indeksy w USA spadły o 20%, to oznaczałoby utratę nie 2 lat, a tylko 2 miesięcy wzrostów.
W kontekście gospodarki, wskaźniki sentymentu konsumenta są na poziomach głęboko recesyjnych, a mimo to indeksy w USA pozostają blisko szczytów wszechczasów. Nie oznacza to błędu alokacji kapitału czy niskiej jakości badania. Gospodarka i rynek w USA w sposób konsekwentny poczyniły ogrom wysiłku, by odciąć się od realiów gospodarczych, jakie istnieją dla większości populacji.
Wydatki konsumenta w Q1 2026 stanowiły 68% PKB USA, z czego wg szacunków FED top 10% najbogatszych odpowiada za blisko 50% tych wydatków. W drodze demonstratywnego skrótu myślowego: gdyby wyłączyć z równania PKB „dolne” 90% populacji, oznaczałoby to spadek PKB USA o jedynie ok. 34%. W kontekście rozważań o kierunku dla rynku pytanie nie brzmi już, czy „AI to bańka”, pytanie powinno brzmieć: czy AI stanie się zamiennikiem gospodarki? Nie należy też pytać czy ma to sens, a inwestor powinien skupić się raczej na tym jak długo rynek jest w stanie dyskontować taki scenariusz.
Finalnie, jako najtrudniejszy do oszacowania, ale możliwe że też najważniejszy czynnik utrzymujący wycenę i wzrosty, można wymienić sam rząd USA, który ma wyraźny interes w podtrzymaniu indeksów w górze. Ma również do tego niezbędne środki.
FED oraz Departament Skarbu są już pod praktyczną kontrolą Republikanów. Nie trzeba nawet uciekać się do radykalnych kroków, jak obniżka stóp procentowych przy wzroście oczekiwań inflacyjnych. Manipulując średnim terminem długu, co, można założyć, USA robią notorycznie od czasów przynajmniej Janet Yellen; sekretarz stanu obniża oprocentowanie na dalszym końcu krzywej i obniża wymaganą stopę dyskontową dla inwestycji korporacyjnych.
Charakterystyczne dla obecnej administracji są też inwazyjne interwencje w rynek, tak jak w przypadku Intela. Budżet i sektor finansowy USA są wystarczająco głębokie, by utrzymywać kompletnie abstrakcyjne poziomy wycen nawet w skrajnie niekorzystnych warunkach.
Oczywiście szereg trendów finansowych i gospodarczych ostatecznie kieruje rynki w stronę bardzo głębokiej korekty, a zasoby, które rząd USA i wybrani inwestorzy są w stanie poświęcić na cel odłożenia tego w czasie, są ograniczone; to mimo wszystko nie należy przyjmować, że scenariuszem bazowym jest wystąpienie takiego zdarzenia w perspektywie najbliższych tygodni czy nawet miesięcy.
Kamil Szczepański
Analityk Rynków Finansowych XTB